 |
 |
|
Moja książka...<3 |
| Autor |
Wiadomość |
Lena95
Milczek
Wiek: 15 Dołączył: 19 Lip 2010 Posty: 3
|
Wysłany: 2010-07-20, 12:40 Moja książka...<3
|
|
|
Od pewnego czasu piszę książkę. Fantasy. Chcecie ją przeczytać? To tylko 6 rozdziałów. |
|
|
|
 |
Reklama
|
|
 |
Adelajda
Stały czytelnik

Wiek: 23 Dołączyła: 19 Sie 2009 Posty: 230
|
Wysłany: 2010-07-20, 12:43
|
|
|
| Po prostu ją tu umieść. Nikt jej przecież nie oceni przed przeczytaniem. |
|
|
|
 |
Flossie
Bywalec bibliotek

Wiek: 14 Dołączyła: 25 Kwi 2010 Posty: 327 Skąd: Biblioteka
|
Wysłany: 2010-07-20, 14:04
|
|
|
Jeżeli jesteś gotowa na obiektywną krytykę i chcesz poprawić błędy w tekście umieść tu pierwszy fragment. |
|
|
|
 |
Lena95
Milczek
Wiek: 15 Dołączył: 19 Lip 2010 Posty: 3
|
Wysłany: 2010-07-20, 15:27
|
|
|
CZARNE RÓŻE
I
Życie już wiele razy dało mi w kość, a kiedy próbowałam się podnieść ono znów pokazywało mi jak bardzo jestem słaba... Teraz wiem, że to prawda... ten cenny dar od Boga odebrał mi jedyną nadzieję która pozwalała mi dążyć do celu... tą nadzieją był mój chłopak Jackie. Tylko dzięki niemu byłam w stanie udowodnić Bogu, że dam radę... Teraz go zabrakło... już nie potrafie udowodnić nikomu, że coś potrafię... To już było za mną. Mała wariatka szukająca czegoś co juz nie istnieje...- Każdy znajomy, przyjaciel a nawet rodzina tak powtarzali. Ja jednak nie straciłam nadziei... Wiedziałam, że Jackie jest obo mnie... ta myśl tylko utrzymywała mnie przy życiu. Brakowało mi go... jego pocałunków, ciepłych słów na dobranoc, jego głosu... i jego miłości... Kochałam go aż za bardzo... byliśy wyjątkowi pod każdym względem... Teraz nie potrafiłam poradzić sobie z najgłupszą rzeczą... Jednak mimo wszystko nie poddawałam się. Kolejnego dnia przyszła do mnie moja matka. Mieszkałam z Jackiem oddzielnie mimo tego że maiałam dopiero 17 lat. Byłam rozważna... a Jackie nie mając rodziny przeprowadził się do mnie. Kiedy jeszcze żył niegdy nie byłam sama... teraz jest inaczej...
- Nora! Kochanie jak ty wyglądasz!?- Moja mama przerwała moje przemyślania. - Skarbie nie możesz tak ciągle siedzieć w domu i użalać się nad sobą... Wiem jak bardzo kochałaś Jackie`go ale jego już nie ma. On odszedł... Nie chciał tego ale to nie był jego wybór... On napewnoby chciałby żebyś wyszła z domu, umówiła się z przyjaciółmi... Nie lubił kiedy byłaś smutna...
-Mamo... nie mam na to czasu... Tyle rzeczy muszę załatwić... Dobrze o tym wiesz... Poprostu teraz nie mogę, może później jak znajdę odrobinkę czasu....- Wiedziałm, że zaczynam się powtarzać... Moja mama uznała to za zły znak. Widocznie nigdy się tak nie zachowywałam nawet po śmierci ojca...
-Nora... nie jesteś jedyną dziewczyną która została sama... Twój ojciec też umar,ł ja jednak się nie załamałam. Nie mogłam bo miałam ciebie... Teraz ty zrób to samo... Nie załamuj się ze względu na mnie, dobrze? A teraz sobie pójdę i zostawię cię samą... Przemyś to co ci powiedziałam i odezwij się w końcu do mnie... Kocham cię i nie chciałabym cię stracić. Pa córeczko.
Matka pocałowała mnie w czoło i wyszła.... Znów zostałam sama... Już miałam dosyć tej samotności ale nie potrafiłam wyjść z domu udając, że wszystko jest w porządku...Postanowiłam przemyśleć to co powiedziała mi matka... Ale jak miałam to zrobić kiedy w głowie miałm tylko słowa i twarz Jackie`go... Świat wokół mnie zawirował... Byłam jedyną osobą która mogłaby załatwić sprawę pogrzebu... Byłam zmuszona wyjść z domu...
Ubrałam się i wyszłam... Zostawiłam w mieszkaniu wspomnienia i myśli... Musiałam iść załatwić wszystkie sprawy... sprawy które zostały na mojej głowie... w końcu byłam sama... już poraz kolejny w moim życiu. Ludzie przechodzący obok mnie nie mogli uwierzyć w to, że wyszłam ze swojej ,,samotni''... Komentarzy również sobie nie oszczędzali...
- Popatrz tylko kto wyszedł z domu... A tak długo miała tam zostać, taka załamana była... A tu niespodzianka... Moze się już umówiła... Jackie był dobrym chłopakiem, ale ona nie była jego wart... Co on w niej widział?!
- No wiem wiem.... Zgadzam się z tobą droga Ashley....
To najwieksze dwie plotkary... a tak się modliłam żeby ich nie spotkać... To kolejny dowód na to, że Bóg nie zwraca na mnie uwagi... Trudno, pomyślałam i poszłam dalej... Starałam się iść szybko żeby nie słuchać tych wszystkich opinni o mnie i o zmarłym Jackie`em. Szybciej, szybciej... powtarzałam sobie... w końcu zaczęłam biec... Źle zrobiłam... Kiedy wybiegłam zza rogu wpadłam na jakiegoś mężczyznę... Jak zwykle pech! O dziwo chłopak nie przewrócił się... ja upadłam pod wpływem silnego zderzenia... Chłopak dziwnie się mi przyglądał, tak jakby mnie znał i to bardzo długo. Przeraziłam się ale kiedy dokładnie mu się przyjrzałam... To było niesamowite przeżycie... Był wysoki, jego oczy ciemne, niemalże czarne... skierowane ku mnie błyszczały niesamowicie... włosy również ciemne, krótkie. W rękach trzymał czarną piękną róże... Jego cera była dziwna... nie tak jak zwyczajnego chłopaka... Była jasna co kompletnie nie pasowało do jego twarzy... Może właśnie dlatego przyciągnął on do siebie moją uwagę.
-Ojej! Przepraszam najmocniej! Nie zauważyłam pana! Tak mi przykro. Nic się panu nie stało?- spytałam kiedy w końcu przestałam wpatrywać się w niego jak jakaś kretynka.
-Mi się nic nie stało, a tobie?- kiedy się odezwał... to było takie dziwne... tak właśnie wyobrażałam sobie jego głos... Taki męski, zaskakujący, hardy... wprost niesamowity, rzadko spotykany...
-Ja... ja nic... Nic mi nie jest...- chłopak wyciągnął swoją dłoń... ,,Co on robi''- pomyślałam. Po chwili zastanowienia zorientowałam się, że nadal jestem na ziemii. Chwyciłam jego dłoń... Skórę miał delikatną jak noworodek... Widać jednak było, że delikatny to on raczej nie jest... - Dziękuję za pomoc!
-Napewno nic ci nie jest? Może jest jednak potrzebujesz pomocy?
-Nie naprawdę. Nic mi nie jest.
,,Głupia! Co ty robisz?''- pomyślałam-,, Powiedz, że boli cię noga... albo co kolwiek... Zapytaj o jego imię, nazwisko, numer telefonu!''
-Ajć...!!!- syknęłam raptem
-Coś jest nie tak? Pytam się po raz ostatni... Później zabiorę cie do szpitala nawet jeśli będziesz protestować!
-Noga mnie trochę boli... Chyba ją skręciłam...
-Mieszkasz daleko stąd?
-Nie, tuż za rogiem.- Po co ja mu to powiedziałam... Obcemu mężczyźnie który nawet się nie przedstawił. Bez żadnego problemu wziął mnie na ręce i zaniósł prosto do mojego domu... Oczywiście protestowałam jednak było mi bardzo miło... Znów przypomniał mi się Jackie. On również nosił mnie na rękach... Bardzo często...
Chłopak zauważył, że coś jest nie tak... Jednak nie spytał mnie o to... albo uznał, że to moja sprawa albo pomslał, że to jednak skręcona noga... Szedł przed siebe... Nie pytał mnie o nic... Był taki tajemniczy... Nie odezwał się ani razu... Mogłam mu sie przyjżeć dokładniej... jego oczy patrzące przed siebie skupione, poważne... Jeszcze nigdy nie spotkałam takiego człowieka... Zachodziłam w głowę jak ma na imię, nazwisko, ile ma lat... Nie miałam odwagi spytać... Troszkę się go bałam... Szedł ze mna na rękach do mnie do domu... Modliłam się po raz drugi, żebym tylko nie spotkała kogoś znajomego... I znów pech! Kiedy dochodziliśmy do mnie do domu niedaleko stała znów Ashley i Greena! ,,Czy one na mnie czekają żeby specjalnie komętować to jaka jestem?'' Dziewczyny zaczęły się śmiać... Ale kiedy chłopak spojrzał na nie gróźnym wzrokiem... one poprostu zrobiły się przerażone... Nie wiedziałam co się dzieje. Coraz bardziej się bałam...
-Które to twoje mieszkanie?- spytał chłopak
- To ten dom - wskazałam palcem na mój dom
I znów zapadła cisza... Znów nic nie mówił... Może jednak nie chciał nawiązywać nowej znajomości tylko chciał mi pomóc albo jest nieśmiały chociaż z wyglądu nie bardzo takiego przypomina. I znowu albo albo. Juz miałam dosyć.
-Możesz mnie postawić.- powiedziałam kiedy stanęliśmy przed moimi drzwiami.
-Oczywiście.- Spełnił moje zyczenie. Postawił mnie delikatnie na ziemii ale nadal mnie podtrzymywał żebym nie upadła.
-Dziękuję za pomoc- rzekłam.
Weszłam do domu, a kiedy próbowałam zamknąć dzrzwi on w ostatniej chwili wśizgnął się do przedśonka.
-Postanowiłem jednak, że pomogę ci z opatrunkiem- odpowiedział na moje nieme pytanie.
-Dobrze. Wporządku. Zapraszam.
-Gdzie masz apteczkę.
-W tamtej szafce.
Chłopak szybkim krokiem poszedł do szafeczki i wyciągnął z niej małą skrzyneczkę. Zajrzał do środka i wyciągnął potrzebne rzeczy. Usiadłam na kanapie a on kucnął i opatrzył mi skręconą kostkę.
-Nie bardzo masz zaopatrzoną tą apteczkę.- szepnął.
To nie był mój obowiązek. O takie rzeczy zawsze dbał Jackie.
-Obiecuję, że jutro będzie już wszystko co jest potrzebne w tej małej apteczce.
-Trzymam cię za słowo Noro...- powiedział chłopak
-Co?! Skąd zansz moje imię? Kim ty jesteś?!- Tym razem naprawde się przestraszyłam.
-Nie bój się... Przecież nic ci nie zrobię! A twoje imię znam bo jest napisane na tamtym zdjęciu.
Spojrzałam na punkt który wskazał palcem. Ale kto napisał tam moje imię. Ja tego nie zrobiłam... Nikt tego nie zrobił przecież ostatnio wyciągnęłam to zdjęcie i nic tam nie było... U mnie w mieszkaniu też nikogo nie było. Dziwne. Wytłumaczyłam to sobie faktem, że zapewne w tęsknocie za Jackiem nie zauważyłam tego.
-No to może ty mi coś o sobie powiesz?- spytałam szeptem
-Jutro! Obiecuję! Teraz już muszę iść...- Widać było, że z tym, że przyjdzie to nie kłamie. Jego spojrzenie było tak bardzo tajemnicze... Nic z tego nie zrozumiałam. Chłopak wyszedł nie żegnając się.
-Dozobaczenia...- powiedziałam kiedy nieznajomy, czrujący chłopak odszedł. Napewno tego nie usłyszał ja jednak to powiedziałam sama nie wiedząc po co.
Postanowiłam, że pójde schować apteczkę na swoje miejsce. Jackie nauczył mnie żeby wszystko odkładać na swoje miejsce. Wówczas było mniej sprzątania. Wzięłam apteczkę w ręce i poszłam z nią do szafki która znajdowała sie w kuchni. Odłożyłam ją i odruchowo spojrzałam na stół. Leżała na nim czarna róża. Sięgnęłam po nią. Jej płatki były delikatne a czarny kolor- głęboki, mroczny, wciągający, tajemniczy... Od razu przypomniał mi się tajemniczy chłopak który obiecał odwiedzić mnie jutro. Ta róża była do niego podobna... On również delikatny jak płatki róży, piękny jak róża i tajemniczy jak czerń goszcząca na deikatnych płatkach... Nagle zauważyłam pod stołem kerteczkę złożoną w malutki kwadracik. Schyliłam się po nią, rozwinęłam ją i ujrzałam piękny charakter pisma.
,,Noro, naprawde nie chcę ci nic zrobić, a przedstawię ci się dopiero jutro... Dziś nie mogłem bo musiałem załatwić moje prywatne sprawy. Róża jest dla Ciebie, niechciał bym, żebyś pomyslała sobie, że zostawiłem ją u Ciebie przez przypadek. To nie byłaby prawa. Jutro do Ciebie zajrze tak jak obicałem. A pamietasz co ty obiecałaś? Chciałbym zobaczyć tą apteczkę zaopatrzoną we wszystkie potrzebne rzeczy.
PS. Jutro dowiesz sie o mnie tego czego będziesz tylko chciała... ale ty też będziesz mi musiała odpowiedzieć na moje pytania.''
Niesamowite. Ten człowiek wszystko chce o mnie wiedzieć... Ja o nim też... Kolejny dzień dobiegał końca. A ja kilka miesięcy po śmierci Jackie`go poznałam nowego chłopaka... jednak Jackie był nadal dla mnie ważniejszy... Kiedy szłam pod prysznic zadzwonił telefon... Wiedziałam odrazu, że to moja matka. ,,Co ona może chcieć odemnie o tej porze?''- pomyślałam. Podniosłam słuchawkę i usłyszałam cudowny głos... Ten sam co kilka godzin temu...
-Noro, bardzo mi przykro, ale musze odwołać jutrzejsze spotkanie... Naprawde mi przykro... Ale tak wyszło. Przepraszam Cię najmocniej...
-Trudno... A jest możliwość spotkania się innego dnia?
- Tak, oczywiście! Z przjemnością... co powiesz na piątek wieczorem?
-Zgoda. Gdzie się spotkamy? Pamiętasz, że obiecałeś mi się przedstawić... Może teraz zdradz mi swoje imię...? Co ty na to?
-W piątek po Ciebie przyjadę. Nie zadawaj mi teraz żadnych pytań bo nie usłyszysz na nie odpowiedzi.
Wyczułam, że się zdenerwował. Nie chciałam go jeszcze bardziej zezłościć także przestałam go wypytywać... Cisnęło mi się jeszcze jedno pytanie... Nie wytrzymałam i spytałam:
-Skąd masz mój numer telefonu? O ile dobrze pamętam nie podawałam ci go... A na żadnym ze zdjęć też nie był zapisany...
-Mam nadzieję, że na dziś to ostatnie pytanie... ale odpowiem ci na nie... twój numer wziąłem z książki telefonicznej. Poprostu musiałem ci powiedzieć, że jutro nie przyjdę... i jeszcze jedno: DOBRANOC!
Powiedział i rozłączył się. To juz kolejny raz kiedy się go wystraszyłam. Jedno słowo, które zawsze mówił mi Jackie... Z jego ust brzmiało to tak ciepło a kiedy powiedział to tajemniczy chłopak... to zabrzmiało inaczej... tak groźnie i tajemniczo... Już miałam tego dosyć! Tych wszystkich tajemnic... Tego wszystkiego. Całego mojego życia... Położyłam się do łóżka... chciałam, żeby te dwa dni jak najszybciej minęły... Chciałam
jak najszybciej zasnąć. Przed snem pocałowałam zdjęcie Jackie`go, włożyłam je pod poduszkę i zamknęłam oczy.
Śniło mi się coś dziwnego. Byłam w jakimś przerażającym miejscu. Ale było również wyjątkowe... Niewiem dlaczego, może dlatego że byli tam dwaj najpiękniejsi mężczyźni na świecie: Jackie i tajemniczy chłopak z czarną różą w ręku. Szedł do mnie wolnym krokiem. Jego oczy jak zwykle świecące i złowrogi uśmiech. Był tak samo cudowny jak zawsze. Kiedy do mnie podszedł bez żadnego słowa wyjaśnienia wręczył mi różę. Pocałował mnie w czoło i odszedł. Obejrzałam się za nim ale jego tam już ne było... Daleko gdzieś zapłonął tylko ogień i po sekundzie znikł tak jak cudowny chłopak. Kiedy spojrzałam na Jackie`go on biegem ruszył w moją stronę, wziął różę i podeptał ją. Ujął moje dłonie w swoje i rzekł:
-Noro, kochanie jeśli mnie jeszcze kochasz to zerwij znajomość z tym kimś. On nie jest odpowiedni dla ciebie. To zły człowiek. Nie powinnaś się z nim spotykać. Odwołaj z nim wszystki spotkania, powiedz, że nie życzysz sobie żeby do ciebie dzwonił zrób to dla mnie... Jeśli mnie jeszcze kochasz... choć trochę.
-Ale Jackie... On nie jest taki jak myślisz... On mi pomógł... Jest dobry... Nie jest zły.
-Noro, jeśli jeszcze mnie kochasz... choć trochę, to zerwij z nim znajomość!
Od razu się obudziłam. Była 3.00 nad ranem. Co to za sen? Co on miał oznaczać? Dookoła mnie tylko ciemność. Zapaliłam nocną lampkę i wzięłam do ręki pierwszą z brzega książke. Czytałam ją ale nie wiem o czym była, ja wciąż myślałam nad snem i słowami Jackie`go. Co one mogły znaczyć? ,,jeśli mnie kochasz...choć trochę, to zerwij z nim znajomość'' Czemu miałabym zerwać z nim znajmość skoro jeszcze się dobrze nie zaczęła? Nawet nie wiem jak ma na imię... Nie, nie odwołam tego spotkania, boję się, ale jestem zbyt bardzo nim oczarowana..., pomyślałam.
- Jackie jeśli tego nie chcesz to powiedz dlaczego. Co z nim jest nie tak? Czy będę żałować tej znajomości? Tak czy nie? Dlaczego mi nie odpowiadasz? Potrafiłeś tylko mnie zostawić a teraz tylko mi się śnisz i jeszcze jakiś głupoty opowiadasz! Nie dpowiada ci, że chce sobie ułożyć życie na nowo? A może chcesz żebym i ja umarła, wtedy będę znów tylko twoja!!! Daj mi sznsę! Zaufaj mi, proszę...- już nie wytrzymałam i wybuchłam płaczem. Było ze mną naprawdę źle skoro mówiłam już do dawno utraconej osoby.. Owszem kochałam go, ale znów chyba rodziła się we mnie nadzieja na to, że ułoże sobie życie na nowo. Całkiem we łzach roześmiałam się. Wiedząć, że już nie zasnę poszłam pod prysznic i spuściłam na siebie zimną wodę. Pożądnie mnie orzeźwiła i na nowo mogłam normalnie myśleć. Zanim uporałam się ze wszystkim była godzina 6 rano postanowiłam posprzątać mieszkanie i zjeść wkońcu porządne śniadaie, którego nie jadłam od kilku miesięcy, a dokładnie od śmierci Jackie`go. Tego dnia myślałam o jutrzejszym spotkaniu... Pomyślałam sobie, że napewno zabierze mnie gdzieś, gdzie będzie dużo ludzi, i pełno czerwonych róż... To miało być najpiękniejsze spotkanie od śmierci mojego chłopaka. Po obiedzie przyjechała do mnie matka. Zdziwiła sie kiedy zobaczyła porządek w domu i mnie z uśmiehem na ustach. To było dla niej coś zupełnie nowego. Już od dłuższego czasu mnie takiej nie widziała... Zamurowało ją, nie wiedziała co powiedzieć, nawet nie wiedziała jak sie ma przy mnie zachowywać. Nie wiedziała czy zwariowałam czy jednak już wszystko ze mna w porządku.
-Skarbie, wszystko w porządku? Czy chciałabyś ze mną porozmawiać. Mi mozesz wszystko powiedzieć. Czy coś się stało?.
-Tak mamo. Wszystko jest wporządku. Czemu jesteś taka zdziwiona? Nie rozumiem cie, sama przecież chciałaś, żebym doprowadziła się do porządku.
-Tak. Chciałam tego. Ale dziwnie się zachowujesz. Kilka miesięcy temu nie miałaś zamiaru wyjść z domu. Ciągle Jackie. A teraz?
-Jeśli będziesz mi o nim ciągle mówić znów będzie to samo co wtedy. Daj mi się cieszyć chwilą, może juz nigdy się taka nie przydarzy.
-Kogoś poznałaś? Powiedz mi. Jako twoja matka chcę wiedzieć.
Nie była typem człowieka ciekawskiego, ale znałam ją na tyle dobrze, że wiedziałam czy ją to ciekawi czy też nie. Jej oczy zabłysnęły. Widziałam, że jej humor się poprawił, wkońcu jej córeczka kogoś poznała.
-Tak mamo, poznałam. Tylko on jest taki tajemniczy. Nie mogę go rozgryść. Dziwnie się zachowuje. On ma na mnie bardzo dziwny wpływ.
Moja matka schyliła głowę i zobaczyła bandaż na mojej nodze.
-Skręciłam kostkę.- odpowiedziałam na jej nieme pytanie.
-Co ci się stało? Powiedz mi. Może potrzebujesz lekarza? Bardzo cię boli? Kto ci zaopatrzył nogę? Miałaś wszyskie potrzebne rzeczy w apteczce? Może iść do sklapu i coś ci kupić? No powiedz coś. Co tak cich siedzisz i patrzysz na mnie jak na wariatkę?
-Już skończyłaś zadawać pytania? To może teraz ci wszystko opowiem na spokojnie przy filiżance ciepłej herbaty. Co ty na to mamo?
-Dobrze. Ja zaparzę herbatę a ty idź usiądz.
Moja matka usiadła na przeciwko mnie. Postanowiłam, że opowiem jej całą prawdę. W końcu to moja mama, najlepsze przyjaciółka. Kiedy zaczęłam opowiadać jej o chłopaku z różą jej oczy zalśniły. Chyba w końcu zrozumiała, że wszystko ze mną wporządku tylko chcę znów na nowo ułożyć sobie życie. Naprawdę cieszyłam się kiedy mogłam z nią normalnie porozmawiać od dłuższego czasu. Brakowało mi tego. Jej rad jako matki i przyjaciółki. Była wspaniała a ja odpłacałam jej się krzykiem i wrzaskiem. To było niesprawiedliwe. Nie przeprosiłam jej bo ona napewno zrozumiała, że wtedy odeszła najbliższa mi osoba pod słońcem. Tak długo opowiadałam jej o nowym znajomym, że nie zauważyłam kiedy zaczęło zachodzić słońce. Moja mama nie chciała jeszcze iść. Ja oczywiście też tego nie chciałam. Pierwszy raz od bardzo dawna spędziłam z nią cały dzień. Tak dobrze mi się z nią rozmawiało. Ale nie mogłam doczekać się też kiedy położę sie do łóżka i pójdę spać. Chciałam, żeby było już jutro. Nie mogłam doczekać się spotkania z chłopakiem. Mama zauważyła chyba, że już chciałabym żeby sobie poszła. Podniosła się, pocałowała mnie w czoło i spojrzała na mnie. Znałam to spojrzenie. Miała oznaczać: ,,kocham cię córeczko! Uważaj na siebie.'' Nic nie odpowiedziałam. Siedziałam w fotelu z kubkiem nadal gorącej herbaty. Myślałam o jutrzejszym dniu. Musiałam wytrwać jeszcze do wieczora. Postanowiłam pójść wybrać ubrania na jutro iść do łazienki wziąć prysznic i położyć się spać. Tak właśnie zrobiłam. Było stosunkowo wcześnie, ale tak bardzo chciałam... Wybrałam na jutro czerwoną suknię od Jackie`go i czarne bolerko. Niewiem czemu takie ubrania chciałam założyć, może dlatego, że czułam, że to będzie wyjątkowa noc. Nie mogłam się jej doczekać... Poszłam pod prysznic. Spuściłam na siebie gorącą wodę, która rozluźniła moje spiętę mięśnie. Wysuszyłam włosy, rozczesałam je założyłam piżamę i wyczerpana poszłam położyć się spać. Zamknęłam oczy i sama nie wiedząc kiedy zasnęłam.
Śniło mi się znów to samo miejsc co ostatnim razem tylko, że wydawało mi się jeszcze bardziej przerażające. Nie było już tam Jackie`go. Stałam po środku lasu, a kiedy się odwróciłam zobaczyłam jakieś nagrobki. Podbiegłam do jednego z nich. Był to grób Jackie`go. Przeraziłam się. Napisane tam było: ,, Jackie Newcomb zginął śmiercią tragiczną. Miał lat 18. Żegnają go wszyscy znajomi i przyjaciele'' Zauważyłam, że przy nagrobku leży jakaś karteczka złożona w malutki kwadracik. Podniosłam ją. Ręka trzęsła mi się przeraźliwie. Nie potrafiłam nad nia zapanować. Rozinęłam karteczkę i ujrzałam piękne znajome mi już pismo. ,,Nie chcę ci zrobić krzywdy droga Noro, ale nie interesuj się moją przeszłością. Zostaw to mi bo zginiesz tak samo jak twój ukochany chłopak. Ty myślisz, że umarł bo był chory. Mylisz się. To ja go zabiłem. Nikt się o tym nie może dowiedzieć. Pamiętaj moja śliczna Noro. Kiedyś się o tym dowiesz, zaufaj mi.'' Chciałam się obudzić ale nie mogłam... Czułam się tak jakbym była w śpiączce. Schowałam karteczkę do kieszonki od spodni i poszłam dalej. Niewiem na co liczyłam. Błąkałam się po lesie nic nie widząc. Mgła była tak bardzo gęsta, że nic nie widziałam. Szłam i szłam nie wiedząc dokąd. Bałam się ale chciałam udowodnić komuś, że się nie poddam i dam radę, że wyjde z tego lasu i wkońcu sie obudzę. Co chwila latały gdzieś nietoperze, wkoło pajęczyna i przeraźliwe sowy na drzewach. Zaczęłam bieć. Coraz szbciej i szybciej. Nagle upadłam. Ale jak to możliwe, przecież nawet o nic nie zahaczyłam. Ktoś zaczął się śmiać... Ale to był tak straszny śmiech.
-Czy ktoś tu jest? Błagam! Pomóż mi!-Krzyknęłam
-Czy ktoś tu jest? HAHA! Tak, ja tu jestem... Czekałam na ciebie moja śliczna Noro. Myślałem, że się już nie doczekam...
-Kim jesteś?! Pokaż się!
-Mam coś dla ciebie. Spojrz tylko pod swoje nogi. Czarna róża dla ciebie. Kiedyś zrozumiesz po co ci je daje. Tylko mi zaufaj.
-Błagam! Zabierz mnie stąd. Boję się!
Podniosłam się i znów biegłam. Tylko, że wszystko wyglądało tak samo.. tak jakbym się nie poruszała. I znów słyszałam ten śmiech. Wszędzie leżały czarne róże, spadały z nieba, leżały na ziemi, na dzrzewach! Nie wiedziałm co robić. A ktoś nadal się śmiał. Coraz głośniej i głośniej. ,,Proszę zostaw mnie w spokoju! Zabierz mnie stąd! Co ci zrobiłam, że chcesz żebym umarła?!''
-Nie chcę żebyś umarła bo kiedyś będziesz moja!!! Na zawsze!!! Moja śliczna Noro, o nic się nie martw. Przywykniesz kiedyś do tego. I obiecuję, że nic ci się nie stanie. Tylko mi zaufaj. Podaj mi swą dłoń piękna Noro.
Ktoś stanął przedemną i wyciągnął do mnie swoja długą rękę. Jednak nie widziałam kim on jest. Jego twarz była zasłonięta mrokiem i gęstą mgłą. Poczułam się bezpieczna i chwyciłam się jej jak ostatniej deski ratunku. Była delikatna ale silna. Już wiedziałam kim jest ta osoba. To był tajemniczy chłopak.
-Proszę zabierz mnie stąd! Tak bardzo się boję!
-Nie bój się Noro! Nic ci nie będzię. Proszę...
Chłopak wręczył mi róże. Czarną róże! A więc to on był. To on mnie straszył. Jego słowa i gesty na to wskazują. To jest nawet ten sam piękny głos, przez którego omal nie umarłam. Wzięłam róże do ręki. Chłopak odsłonił swoją twarz. Mgła opadła a mrok rozświetlił złoty księżyc świecący wprost na nas. Z nieba zaczęły spadać płatki czarnej róży. Chłopak przyciągnął mnie do siebie i zasłonił czerwono-czarną peleryna, którą miał na sobie. Zrobiło mi się gorąco. Chciałam spod niej wyjść jednak on trzymał mnie mocno. Kiedy zaczęłam się dusić chłopak mnie puścił. Byłam w kolejnym dziwnym miejscu. Nigdy dotąd go nie wiedziałam.
-Gdzie ja jestem?-spytałam
-W swoim nowym domu. Zostaniesz tu za mną na zawsze. Na wieki. Już nikt nas nie rozdzieli.
Było gorąco i ciemno, a kiedy raptem coś zabłysło zobaczyłam ogień. Wszędzie był ogień. Dookoł mnie. Zrobiło mnie się gorąco, dusiłam się. Chłopak do mnie podszedł i powiedział:
-Oto ja i moje oblicze. Teraz to wszystko należy również do ciebie piękna Noro. To jest twój dom.
Chłopak ponownie wręczył mi róże i pocałował w czoło...
Obudziłam się raptownie głośno oddychając. Wokół mnie szarość. Poranne słońce próbowało przebić się przez długie, ciemne firany wiszące na moim oknie. Spojrzałam na zegarek. Była godzina 9.30. Nie mogłam uwierzyć, że aż tak długo spałam. Z drugiej strony nie dziwiłam się. Śnił mi się taki koszmar, że chciałam wytrwać do końca i zobaczyć co będzie dalej... |
|
|
|
 |
Flossie
Bywalec bibliotek

Wiek: 14 Dołączyła: 25 Kwi 2010 Posty: 327 Skąd: Biblioteka
|
Wysłany: 2010-07-20, 16:42
|
|
|
| Lena95 napisał/a: | | Mieszkałam z Jackiem oddzielnie mimo tego że maiałam dopiero 17 lat. |
Brak przecinka między "oddzielnie" i "mimo", literówka mała
| Lena95 napisał/a: | | Nie chciał tego ale to nie był jego wybór |
Brak przecinka przed "ale"
| Lena95 napisał/a: | | On napewnoby chciałby żebyś wyszła z domu, umówiła się z przyjaciółmi... Nie lubił kiedy byłaś smutna... |
napewnoby chciałby ? To nie ma sensu
| Lena95 napisał/a: | | Poprostu |
Po prostu. | Lena95 napisał/a: | | Nora... nie jesteś jedyną dziewczyną która została sama... |
dziewnczyną, która | Lena95 napisał/a: | | Nie mogłam bo miałam ciebie... |
Nie mogłam, bo miałam ciebie
| Lena95 napisał/a: | | Postanowiłam przemyśleć to co powiedziała mi matka. |
to, co
| Lena95 napisał/a: | | Ale jak miałam to zrobić kiedy w głowie miałm tylko słowa i twarz Jackie`go |
literówka, nie zaczynamy zdania od "ale" na końcu znak zapytania, bo formułujesz pytanie
| Lena95 napisał/a: | | -Mi się nic nie stało, a tobie? |
W tym przypadku zaczynamy mnie
| Lena95 napisał/a: | | ziemii. |
ziemi !
To tylko bardzo nieliczne błędy, bo one notorycznie się powtarzają. Po pierwsze MASA BŁĘDÓW ! Kiedy umieszczasz tekst postaraj się przed literówkami, błędami ortograficznymi i interpunkcyjnymi. Do tego te wielokropki. Pewnie chciałaś nadać fragmentowi tajemniczości, jednak wyszło Ci to w złą stronę. Czytelnika po prostu to denerwuje. Do tego po wielokropku raz zaczynasz zdanie wielką literą a raz małą. Zwykłe, twierdzące zdania na końcu mają wielokropek. Nie wierzę, że jesteś starsza ode mnie i robisz takie błędy!
Co do fabuły, zalatuje mi Zmierzchem, jednak jak na razie poza snami nic się nie działo.
Nie chciałam Cię zniechęcić, pisz dalej i ćwicz na swoją poprawnością językowo, jednak lepiej jakbyś zaczęła od opowiadań, niż wielkich powieści. |
|
|
|
 |
monika15003
Nowicjusz

Wiek: 14 Dołączyła: 29 Lip 2010 Posty: 24
|
Wysłany: 2010-07-30, 17:36
|
|
|
tak ogólnie, nie patrząc na błędy i wgl, to jest fajne |
|
|
|
 |
Glegol
Stały czytelnik

Wiek: 13 Dołączył: 14 Kwi 2010 Posty: 226 Skąd: Ze wsi
|
Wysłany: 2010-08-17, 16:14
|
|
|
Flossie już napisała o literówkach i nieścisłościach językowych, ale mi wpadł w oko jeden drobiazg. Mianowicie kiedy trzykroć napisałaś "Jackie" to nie pisz potem "z Jackiem". Jackie to zdrobnienie, więc nie zmieniaj go na pełne imię tak ot co. Domyślam się, że nie wiesz jak się to przekłada na przypadki, więc piszę:
Mianownik - Jackie
Narzędnik - z Jackie'm
Apostrof jest niezbędny w zagranicznych imionach.
Co... do... wielokropków... cóż... zgadzam... się... z... Flossie... są... irytujące... nie... sądzisz...?
Teraz treść.
| Lena95 napisał/a: | | albo jest nieśmiały chociaż z wyglądu nie bardzo takiego przypomina | taki nieśmiały, że nosiłby Cię na rękach?
Dobra nie czytam już, bo w co drugim zdaniu masz błąd i to nie literówkę, a gramatyczny.
Zauważyłem tutaj jeden fakt - otóż główna bohaterka puszcza się na lewo i prawo, i zgadzam się z dwójką plotkar, że nie zasłużyła na Jackie'go. Tuż po depresji po śmierci chłopaka już kłamie byle tylko zabrać go do siebie i Bóg wie co z nim zrobić? Mam nadzieję, że nie wszystkie kobiety takie są...
Oczywiście nie sugeruj się moim zdaniem, bo ogólnie nie lubię romansideł |
|
|
|
 |
Glegol
Stały czytelnik

Wiek: 13 Dołączył: 14 Kwi 2010 Posty: 226 Skąd: Ze wsi
|
Wysłany: 2010-08-17, 16:15
|
|
|
| monika15003 napisał/a: | | tak ogólnie, nie patrząc na błędy i wgl, to jest fajne |
Oczywiście, że nie patrząc na błędy jest fajnie. Zadaj sobie pytanie - czy bezbłędna książka może być niefajna? |
|
|
|
 |
Eldafire
Zaglądacz

Wiek: 15 Dołączył: 22 Mar 2008 Posty: 96
|
Wysłany: 2010-08-18, 08:39
|
|
|
Doszedłem... do... trzeciego... akapitu...
Co ty masz z tymi wielokropkami? |
|
|
|
 |
|
|
Suknie Slubne
|
|
|