Nicholas Sparks - Prawdziwy cud
Nicholas Sparks - Prawdziwy cud
    Nicholas Sparks - Prawdziwy cud                 FAQ      Szukaj      Użytkownicy   
  · Zaloguj Rejestracja · Profil · Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  


Badź piękna tego dnia. Suknie Ślubne dla Ciebie na ten wyjątkowy dzień


Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Nicholas Sparks - Prawdziwy cud
Autor Wiadomość
nastka 
Książkoman
Like a Phoenix


Wiek: 20
Dołączyła: 17 Maj 2006
Posty: 613
Skąd: Częstochowa/Warszawa
Wysłany: 2007-02-12, 14:24   Nicholas Sparks - Prawdziwy cud

Nicholas Sparks - Prawdziwy cud



Jeremy Marsh siedział razem z pozostałymi widzami w studiu, mając wrażenie, że wyjątkowo wyróżnia się z tłumu. Był jednym z zaledwie kilku mężczyzn, którzy uczestniczyli w programie na żywo tego grudniowego popołudnia. Ubrany oczywiście na czarno, o ciemnych kędzierzawych włosach, jasnoniebieskich oczach i z modnym kilkudniowym zarostem w każdym calu wyglądał na nowojorczyka, którym był. Chociaż przyglądał się uważnie gościowi na scenie, udawało mu się obserwować ukradkiem atrakcyjną blondynkę, która zajmowała miejsce trzy rzędy wyżej. Jego zawód często wymagał podzielności uwagi. Był dziennikarzem śledczym, poszukującym tematu, a blondynka po prostu siedziała na widowni wśród innych osób. Mimo to jako zawodowy obserwator nie mógł nie zauważyć, jak kapitalnie wyglądała w dżinsach i trykotowej bluzce z odkrytymi plecami i ramionami. Mówiąc językiem dziennikarskim, i o to chodzi.
Odwróciwszy od niej wzrok, spróbował z powrotem skupić się na gościu programu. Facet sprawiał co najmniej dziwne wrażenie. Jeremy stwierdził, że w ostrym świetle reflektorów w studiu telewizyjnym mężczyzna, utrzymujący, że słyszy głosy zza grobu, wygląda, jakby cierpiał na zaparcie. Przybrał ton fałszywej zażyłości, zachowując się, jakby wszyscy w studiu byli jego rodziną lub bliskimi przyjaciółmi. O dziwo, chyba ogromna większość oniemiałych z wrażenia widzów - łącznie z atrakcyjną blondynką oraz kobietą, do której się zwracał - uważała go za istny dar niebios. Co ma sens, pomyślał Jeremy, ponieważ tam wędrują nasi utraceni bliscy. Duchy zza grobu zawsze otaczała jasna anielska poświata, emanował z nich wielki spokój. Jeremy nigdy nie słyszał, by medium przekazywało wiadomości z innego, gorętszego miejsca. Nieżyjący bliski nigdy nie wspominał, że, na przykład, pieką go na rożnie lub gotują w kotle wypełnionym olejem silnikowym. Jednakże Jeremy zdawał sobie sprawę, że jest cynikiem. Poza tym musiał przyznać, że jest to całkiem niezłe przedstawienie. Timothy Clausen było dobry - znacznie lepszy od większości szarlatanów, o których Jeremy pisał od wielu lat.
- Wiem, że to trudne - powiedział do mikrofonu Clausen - ale Frank przekazuje ci za moim pośrednictwem, że nadszedł czas, byś pozwoliła mu odejść.
Kobieta, do której mówił z tak ostentacyjną empatią, wyglądała tak, jakby miała za chwilę zemdleć. Była po pięćdziesiątce, miała na sobie bluzkę w zielone paski, jej kędzierzawe rude włosy sterczały nieposłusznie we wszystkie strony, tak mocno zaciskała dłonie, które trzymała na wysokości piersi, że aż jej palce zbielały.
Clausen umilkł i przycisnął dłoń do czoła, wsłuchując się znowu w głosy z "tamtego świata", jak to określił. W ciszy widzowie zgodnie pochylili się do przodu. Wszyscy wiedzieli, co teraz nastąpi. Była to już trzecia osoba spośród publiczności, którą wybrał dzisiaj Clausen. Nic dziwnego, że był jedynym gościem występującym w popularnym talk-show.
- Pamiętasz list, który ci przysłał? - spytał. - Przed śmiercią?
Kobieta z trudem chwytała powietrze. Członek ekipy telewizyjnej przysunął mikrofon jeszcze bliżej jej ust, by wszyscy telewidzowie mogli ją wyraźnie słyszeć.
- Tak, ale skąd pan może wiedzieć o...? - wyjąkała.
Clausen nie pozwolił jej dokończyć.
- Pamiętasz jego treść? - spytał.
- Tak - wychrypiała kobieta.
Skinął głową, jak gdyby sam przeczytał list.
- Było tam o przebaczeniu, prawda?
Siedząca na kanapie gospodyni programu, najpopularniejszego popołudniowego talk-show w Ameryce, przenosiła spojrzenie z Clausena na kobietę i z powrotem. Wyraźnie była zdumiona i jednocześnie zadowolona. Występy mediów podnosiły zawsze oglądalność programu.
Gdy kobieta na widowni skinęła twierdząco głowa, Jeremy zauważył, ze rozmazany tusz zaczął spływać jej po policzkach. Kamery zrobiły najad na twarz, by pokazać to wyraźniej. Telewizja dzienna wykorzystująca w pełni swoje dramatyczne możliwości.
- Ale skąd pan może…? – powtórzyła kobieta.
- On mówi, też o twojej siostrze – powiedział cicho Clausen. – Nie tylko o sobie.
Kobieta wpatrywała się w niego jak osłupiała.
- Twojej siostrze Ellen – dodał. Na te słowa Kobieta wybuchnęła w końcu chrapliwym płaczem. Łzy trysnęły jej z oczu jak z automatycznego spryskiwacza. Clausen – opalony i zadbany, w czarnym garniturze, gładko uczesany, tak że każdy włosek był na swoim miejscu – kiwał przez cały czas głową jak jedna z tych maskotek, które umieszcza się na desce rozdzielczej. Widzowie gapili się na kobietę w kompletnej ciszy. – Frank zostawił ci coś jeszcze, prawda? Coś z waszej przeszłości.
Mimo, ze w studiu telewizyjnym panowała wysoka temperatura, spowodowana ciepłem wydzielanym przez reflektory, kobieta wyraźnie zbladła. W rogu, poza widoczną częścią studia, Jeremy dostrzegł producenta, który podniósł do góry palec, kręcąc nim w kółko. Zbliżała się przerwa na reklamy. Clausen niemal niezauważalnie rzucił okiem w tamta stronę. Chyba nikt poza Jeremym nie zwrócił na to uwagi i dziennikarz zastanawiał się często, dlaczego widzowie nigdy nie pytają, jak to się dzieje, że kontakt ze światem duchów daje się tak idealnie zgrać z czasem nadawania reklam.
- Nikt inny nie mógł o tym wiedzieć – mówił dalej Clausen. – To pewnego rodzaju klucz, mam rację?
Kobieta potwierdziła skinieniem głowy, nie przestając szlochać.
- Nigdy nie przypuszczałaś, że go zachowa, prawda?
W porządku, oto rozstrzygający argument. Za chwilę zyska kolejnego żarliwego wyznawcę.
- To klucz do pokoju hotelowego w którym spędziliście miesiąc miodowy. Schował go tam po to, byś…kiedy go znajdziesz…przypomniała sobie szczęśliwe chwile, które razem przeżyliście. Nie chce, byś wspominała go z bólem, ponieważ cię kocha.
- Oooochchchchchch! – wykrzyknęła kobieta.
A może jęknęła. Jeremy siedział zbyt daleko, żeby być całkiem pewny, ponieważ jej krzyk zagłuszyły nagłe entuzjastyczne oklaski. W tym samym momencie zabrano mikrofon. Kamery odjechały. Jej pięć minut minęło. Kobieta osunęła się bezwładnie w swoim fotelu. Na znak reżysera gospodyni programu wstała z kanapki, zwracając się twarzą do kamery,
- Pamiętajcie państwo, że to, co oglądacie jest autentyczne. Żadna z tych osób nie spotkała Timothy’ego Clausen. – Uśmiechnęła się. – Zobaczymy się po przerwie, by przeprowadzić jeszcze jeden eksperyment.
Przy gromkich oklaskach przerwano program, by wyemitować reklamy. Jeremy rozsiadł się wygodnie w swoim fotelu.
Jako dziennikarz śledczy, znany ze swego zainteresowania naukami ścisłymi, zajmował się pisaniem o właśnie tego rodzaju ludziach. Na ogół czerpał przyjemność ze swojej pracy i był z niej dumny, uważając ją za wartościową służbę publiczną w zawodzie tak wyjątkowym, że jego prawa zostały wliczone w pierwszej poprawce do konstytucji Stanów Zjednoczonych. Miał swoją stała rubrykę w „Scientific American”, dla której przeprowadzał wywiady z laureatami Nagrody Nobla, i wyjaśniał w sposób zrozumiały dla laika teorie Stephena Hawkinga oraz Einsteina. Kiedyś przypisano mu wywołanie fali protestów opinii publicznej, co poskutkowało wycofaniem z rynku przez Federalny Urząd Żywności i Leków niebezpiecznego leku antydepresyjnego. Pisał obszernie o projekcie sondy międzyplanetarnej Cassino, o wadzie układu optycznego w teleskopie kosmicznym Hubble’a, a także jako jeden z pierwszych publicznie potępił eksperyment zimnej fuzji podczas reakcji termojądrowej w Utah, nazywając go oszustem.
Niestety, choć wszystko to brzmi imponująco, prowadzenie rubryki nie przynosiło mu zbyt wielkich dochodów. To z pracy na zlecenie opłacał swoje rachunki, i jak wszyscy wolni strzelcy kombinował, jak znaleźć tematy, które zainteresują wydawców czasopism lub gazet. Sfera, która się zajmował, poszerzyła się o „wszystkie rzeczy niezwykłe” i w ciągu minionych piętnastu lat zbierał materiały i sprawdzał jasnowidzów, uzdrowicieli i media. Demaskował oszustwa, mistyfikacje i fałszerstwa. Oglądał nawiedzone domy, tropił tajemnicze stwory, szukał praźródeł miejskich legend. Sceptyczny z natury, miał również rzadką umiejętność wyjaśniania trudnych koncepcji naukowych w sposób przystępny dla przeciętnego czytelnika i jego artykuły ukazywały się w setkach gazet i czasopism na całym świecie. Uważał, że naukowe obalanie pewnych mitów jest szlachetne i ważne, nawet jeśli ludzie nie zawsze to doceniają. Częstokroć w listach, które otrzymywał po opublikowaniu swoich niezależnych artykułów, roiło się od epitetów w rodzaju „idiota”, „debil” czy „rządowy fagas”, które o określenie lubił najbardziej.
Jeremy zdawał sobie jasno sprawę, że dziennikarstwo śledcze jest niewdzięcznym zajęciem.
Rozmyślając o tym ze zmarszczonymi brwiami, przyglądał się rozmawiającym z ożywieniem widzom, ciekaw, kogo Clausen teraz wybierze. Zerknął jeszcze raz ukradkiem na blondynkę, która poprawiała szminkę w małym lusterku.
Jeremy wiedział już, ze osoby wybrane przez Clausen nie są częścią tej komedii, mimo ze jego występ zapowiedziano już wcześniej i ludzie bili się o bilety, by wziąć udział w programie na żywo. Co oczywiście oznaczało, ze widownię wypełniali wierzący w życie po śmierci. Dla nich Clausen był wiarygodny. Skąd mógłby w przeciwnym razie wiedzieć o tak osobistych sprawach dotyczących zupełnie obcych ludzi? Wyłącznie od duchów. Ale podobnie jak w wypadku każdego dobrego prestidigitatora, który zna swój repertuar na wyrywki, iluzja jest jedynie iluzją, i tuż przez programem Jeremy nie tylko rozgryzł sposób, w jaki Clausenowi udaje się robić to, co robi, lecz również był w posiadaniu zdjęć stanowiących dowód, ze ten ostatni dopuścił się mistyfikacji, udając medium.
Zdemaskowanie Clausen byłoby jak dotąd największym osiągnięciem Jeremy’ego, a facet dostałby za swoje. Clausen jest najgorszym rodzajem szarlatana. Mimo to, jako realista, Jeremy był świadom, ze taki temat trafia się rzadko i chciał jak najlepiej go wykorzystać. W końcu Clausen zaczynał zyskiwać ogromną sławę, a w Ameryce rozgłos liczy się najbardziej. Choć Jeremy zdawał sobie sprawę, ze szanse są właściwie równe zeru, snuł fantazje o tym, co mogłoby się stać gdyby Clausen wybrał teraz jego. Nie liczył na to. Taki wybór był równie prawdopodobny jak udane obstawienie trójki na wyścigach w Santa Anita, lecz Jeremy wiedział, ze nawet bez tego ma dobry temat. Ale dobry temat często dzielą od wyjątkowego zwykle zbiegi okoliczności, i gdy skończyła się przerwa na reklamy, Jeremy niespodziewanie poczuł nikłą, niczym nieusprawiedliwioną nadzieje, ze jakimś cudem Clausen wybierze właśnie jego.
I, jak gdyby sam Bóg również nie był zbytnio zachwycony poczynaniami Clausen, cud się właśnie stal.
(…)
 
 
 
Reklama










Miejsce na reklame!
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku


Skocz do:  





Aktualny temat: Nicholas Sparks - Prawdziwy cud . Forum poświęcone literaturze polskiej i światowej.Dyskusje na temat beletrystyki i literatury popularnonaukowej.Ciekawe rozmowy o książkach, literaturze, znanych autorach i nowościach na rynku wydawniczym. Wiele ciekawych działów, gdzie każdy czytelnik znajdzie coś dla siebie. Nicholas Sparks - Prawdziwy cud Forum poświęcone literaturze polskiej i światowej.Dyskusje na temat beletrystyki i literatury popularnonaukowej.Ciekawe rozmowy o książkach, literaturze, znanych autorach i nowościach na rynku wydawniczym. Wiele ciekawych działów, gdzie każdy czytelnik znajdzie coś dla siebie.
Copyright © Forum Dobrej Książki Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group - Wszelkie prawa zastrzeżone.