 |
 |
|
Ciągle będzie jutro |
| Autor |
Wiadomość |
Oli
Nowicjusz
Wiek: 19 Dołączyła: 13 Kwi 2009 Posty: 14
|
Wysłany: 2009-04-13, 23:05 Ciągle będzie jutro
|
|
|
Zamieszczam pierwszą część mojej książki mam nadzieję, że się spodoba. Mile widziane komentarze o tym co jest dobrze a co źle oraz poprawa błędów;]
Ciągle będzie jutro...
A. Ta historia jest o mnie. Nazywam się Oliwia Łakiewicz i to, co chce ci opowiedzieć, wydarzyło się naprawdę. Nigdy o tym nie zapomnę. Dało mi szczęście i smutek. A zaczęło się, gdy miałam szesnaście lat.
Byłam z pozoru zwykłą dziewczyną. Ale tylko z pozoru. Interesowały mnie zupełnie odmienne rzeczy niż pozostałych rówieśników. Kiedy wszystkie dziewczyny biegały w kolorowych płaszczach, z tuszami do rzęs i szczotkami do włosów ja ścigałam się z kolegami na rowerach. Kiedy koledzy grali w piłkę, ja czytałam książki. Wszyscy mówili mi, że jestem inna, lecz ja to wiedziałam! Cóż człowiek nie zmienia się z dnia na dzień! A dla kogoś, komu nie odpowiadał mój styl bycia mówiłam: „Bye, bye”. Jak już wspomniałam wolałam chłopców niż dziewczyny. Przy czym wolałam należy wytłumaczyć. Z chłopakami lepiej się dogadywałam i oni lepiej rozumieli mnie. Dziewczyny w moim kręgu życia były okropne. Uważały, że są ósmym cudem świata i muszą ten cud dopieścić. Tak naprawdę były brzydkie, gdy nakładały kolejną warstwę pudru, podkładu czy też tuszu. Twarz nabierała klika warstw a przy tym robiła się pomarańczowa. Włosy popalone od prostowania i farbowania. Jeden wielki koszmar!
Chcę udowodnić również, że z pozoru dodatki, błahe rzeczy, detale są bardzo ważne. Często niezauważane, są uzupełnieniem całości, bo bez nich nie byłoby wielu rzeczy. Należy patrzeć na świat z punktu widzenia małych dzieci, gdyż one zauważają wiele rzeczy, których ty-zwykły człowieku nigdy byś nie zobaczył! Chcę wybudować w tobie nowe okno, takie na inny świat! Bo my nie jesteśmy jedyni na świecie, na tym ziemskim świecie. Często słyszymy o świecie magii, czarów, zaklęć i czarnoksięstwa. O świecie kosmitów i ufoludków. Kobiety są z Wenus a mężczyźni z Marsa. Stare stereotypy powtarzane przez miliony pokoleń. A czy ty sam chciałeś, kiedykolwiek stworzyć swój własny świat! Taki idealny, tylko twój. Tak na zawołanie. Niech powstaną drzewa, krzewy, kwiaty, zwierzęta takie, jakie chcesz. Słoniokoty, narcyzosmoki i inne podobne fantazje ludzkie. Bo każdy potrafi marzyć, każdy ma fantazję, wyobraźnię. Często z niej nie korzysta, kurzy się na nią i nie zagląda do niej, więc po co mu ona? Każdy by zrobił to samo na mym miejscu. Dostałam palec, więc zabrałam całą rękę. Co byś zrobił, gdyby ktoś ci powiedział, że możesz stworzyć swój własny świat? Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, bo, po co kiedy to nie jest możliwe! Teraz wiem, naprawdę to jest możliwe!!!
Jak już wspomniałam nie byłam i nie jestem zwykłą dziewczyną. Mam duszę otwartą na ludzkie cierpienie, na żal, smutek i wołanie. Gdy zaczynam czytać książkę wgłębiam się w jej treść. Nie tylko czytam słowa, zdania i wersy, lecz czytam pomiędzy wierszami. Zauważam wiele rzeczy, które często inni pomijają lub po prostu nie łączą z treścią. Zawsze miałam w głowie swój własny świat. Uciekałam tam, gdy było mi smutno, źle i tak okropnie samotnie. Zawsze byłam tam mile widziana i wspierana, lecz to trwało przez krótki czas.
Stałam u progu mego okna i patrzałam w przestrzeń. Widziałam ludzi biegnących przez świat, szybszych niż prędkość światła. Biegli i nie zauważali nic poza czubkiem swego nosa. Postanowiłam sobie, że nigdy taka nie będę i nie pozwolę, aby praca zawładnęła mną doszczętnie. Gdy patrzałam przez to okno zapominałam o bożym świecie, biegłam przed siebie i czułam błogość. Im dalej tym lepiej się czułam, widziałam przeróżne rzeczy. Gdy wracałam do siebie, do świadomości czułam się rozczarowana i spragniona innego życia. Miałam normalną rodzinę, dom i dzieciństwo, lecz to ze mną nie było do końca dobrze. Czułam, że wyróżniam się od wszystkich czymś, lecz nie wiedziałam czym!
Pewnego dnia szłam ulicą ze szkoły do domu. Tą drogą chodziłam setki razy. Znałam ją na pamięć i mogę przysiąc, że niczym nie różniła się od pozostałych. Po drodze spotykałam kilku znajomych i po kilkunastu minutach byłam u progu mych drzwi frontowych. Gdy weszłam do domu ściągnęłam kurtkę i buty, po czym weszłam do kuchni. Mama coś gotowała i cichutko podśpiewywała jakąś piosenkę. Przywitał mnie Agli- mój pies, skacząc po mych nogach. Mama podała mi obiad i przywitała promiennym uśmiechem:
-Jedz póki ciepłe, a potem idź do pokoju i zobacz, co ci ciotka posłała.
-Mnie ciotka. Która?- Zapytałam.
-Jolka. A kto inny coś nam posyła? Hymm...To musi być coś sporego, bo duże opakowanie.
Byłam ogromnie ciekawa tego, co też może znajdować się w pokoju, więc szybko zjadłam zupę. Na łóżku leżał, szary karton w kształcie pudełka na buty, tylko bardziej kwadratowy. Zerwałam opakowanie i zobaczyłam pudełko, a raczej szkatułkę, która od zawsze mi się podobała. Była cioci, gdy byłam u niej zawsze ją chciałam mieć. Może, dlatego że dostała ją od babci, a babcia była wspaniała, była moją przyjaciółką. Zmarła, gdy miałam osiem lat. Gdy była jeszcze w jej posiadaniu, zawsze prosiłam, aby mi ją dała, lecz babcia mówiła, że jestem za młoda. Teraz była w mym posiadaniu. Nie mogłam uwierzyć w to. To było takie niesamowite. Szkatułka była przepiękna, z prawdziwego drewna, czuć było jeszcze jego zapach. Na jej wieku wyrzeźbione były cztery czerwone róże ułożone w kształcie kwadratu a po środku ich pozwijane ze sobą linie, na których siedziała dziewczyna. Czarnowłosa o bladej karnacji, jeśli można było powiedzieć, że była blada ona była biała jak kreda. Ubrana w przewiewną sukienkę do kolan. Jeden z jej końców był długi aż do jej kostek i zawijał się wokół jednej z nich. Miała zdecydowaną twarz i lekko zamknięte oczy. Zawsze mówiłam, że taka będę, był to mój ideał, wzór i z biegiem lat stałam się podobna. Też mam czarne, długie włosy i jasną karnację nie tak jak ona, ale też bladą.
Gdy oglądałam zdjęcia z młodości mojej babci zauważyłam niewiarygodne podobieństwo między nimi. Czasami myślałam, że to ona jest na wieczku. Babcia mi mówiła, że to nie ona, lecz ja nie wierzyłam. Ciocia nie była do niej podobna, mama zresztą też. Za to mnie wszyscy mówili, że jestem taka sama jak Babcia. Mam wszystko po niej. Urodę i charakter.
Gdy otworzyłam pokrywę zobaczyłam stos książek. Nie zdziwiło mnie to gdyż moja rodzina kochała książki, każdy członek miał jeden pokój przeznaczony właśnie im... Zaczęłam przeglądać książki i nieco się zdziwiłam, ponieważ znałam biblioteczkę cioci na pamięć. Gdy bywałam na wakacjach u niej czytałam po kilkanaście na raz. Hanka, córka cioci, nigdy tego nie robiła, dlatego ciotka wolała właśnie mnie. Znałam też całą biblioteczkę babci, dostałam zresztą kilkanaście po jej śmierci, lecz tej książki nie widziałam nigdzie.
Zatytułowana była:
„Drogą myśli i słów.”
Bardzo się zdziwiłam. Pomyślałam, że to książka przygodowa, ale po pierwszych stronach zmieniłam zdanie. Książka była pusta a na końcu widniał tylko napis Anastazja Drącka. Być może to autorka? Nie znałam tej kobiety. Napracowała się -myślałam, ale gdybym wtedy wiedziała, że to własnoręcznie zapisane życie obchodziłabym się z tym inaczej. Położyłam ją na biurku i zabrałam się za lekcje. Zbliżał się, małymi krokami, koniec pierwszego semestru należało, więc zabrać się za naukę by móc pojechać gdzieś na zimowe wakacje. Po dwugodzinnej męczarni nad stosem podręczników padłam ze zmęczenia na blat mego biurka. Nie zauważyłam nawet, kiedy zasnęłam. Śniły mi się dziwne rzeczy, których po obudzeniu nie pamiętałam. Spojrzałam na zegarek, który wybił godzinę dwudziestą drugą. Byłam tak okropnie słaba jak nigdy dotąd. Powieki same zamykały się a głowa opadała w dół.
Przetarłam oczy i spojrzałam na książkę od „słów i myśli” była otwarta na samym środku i ku memu zdziwieniu zapisana po brzegi literami. Nachyliłam się nad nią i przeczytałam kilka linijek a brzmiały tak:
„ Jeśli masz dość siły i zapału a przy tym ambicji
Skieruj się do odpowiedniej instytucji lub koalicji,
Czuj się tam jak u siebie, korzystaj ze słów
Aby zmienić świat od złych głów.
Wspieraj nowo uczonych i pomagaj im
Bo każdy zaczynał o pierwszych dni.
Słuchaj starszych i nie zmieniaj myśli,
Bo każdy głupi wie, że to się kiedyś ziści.”
Jakiś kodeks czy co? Nic z tego nie rozumiałam a nawet się bałam, że ktoś stawia mi warunki i podporządkować mnie chce. Zawsze nie zależną byłam i będę! Wykrzyknęłam w myślach, gdy nagle ktoś odpowiedział mi w myślach a raczej na kartkach papieru.
„Myślisz, że możesz wszystko?
Że gdy słońce świeci ty zamkniesz oczy,
Wszystko się zamroczy.
Jesteś królem świata czy coś?”
Teraz się zdenerwowałam, żeby książka mną dyrygowała.
„Czy marzysz o świecie z marzeń, o świecie tajemnicy i wolnej woli?
Czy chcesz zmienić wszystko to, co dotychczas tak długo budowałaś?
Wszystkie twe lata to zaledwie 16 minut, a tak się dla ciebie dłużyły!
Wiedz, że to co zaczynasz robić należy zrobić do końca. Gdy już zaczniesz, chodź by dwa słowa nie ma odwrotu.”
Przypomniało mi to pewien film. Kiedy zaczniesz już grę musisz skończyć ją, aby żyć dalej normalnie. Gdyby każdy żył według tych myśli świat wyglądałby zupełnie inaczej! Ja potrzebowałam nowości, czegoś innego, odrębnego, coś co zabrałoby mnie z szarego świata i spełniło me głębokie marzenia. Postanowiłam postawić pierwszy krok ku nowemu życiu! |
|
|
|
 |
Reklama
|
|
 |
Arbuza
Zaglądacz

Wiek: 17 Dołączyła: 23 Mar 2009 Posty: 72
|
Wysłany: 2009-04-14, 11:27
|
|
|
Witaj. Jak już Ci wczoraj napisałam, z przyjemnością przeczytam Twoje opowiadanie. Dziś rano zabrałam się do jego lektury i, zgodnie z Twoją prośbą, zapisałam to, co w jakiś sposób mi się nie podoba. Jednak chciałabym od razu zaznaczyć, że to nie jest tak, że się mądrzę i z radością wytykam najmniejsze choćby błędy. Nie. Każdy z nas czyni pomyłki, mniejsze lub większe. A poprawki wynikają z tego, że łatwiej jest ocenić cudzy tekst i to w momencie, gdy czyta się go z nastawieniem na korektę ewentualnych błędów.
Nie chcę też powiedzieć, że wszystko, co napisałam poniżej, jest bez dwóch zdań właściwe i w stu procentach poprawne. Nie chcę wykreować swojej opinii na tę jedyną, przewodzącą. Dlatego bardzo proszę, aby moja korekta nie była odebrana jako czepianie się szczegółów czy zniechęcanie, bo nie to było moim celem. Po prostu mam nadzieję, że choć trochę pomogę
Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że tych błędów jest dużo. Ale spokojnie
Opowiadanie samo w sobie jest przyjemne w odbiorze. Opowiada historię, chciałaś coś przez nie przekazać. I to jest ważne. Ogólnie jestem nastawiona pozytywnie Tak więc kończę już i oddaję Ci spis błędów i błędzików, na które zwróciłam uwagę. Pozdrawiam serdecznie
"Kiedy wszystkie dziewczyny biegały w kolorowych płaszczach, z tuszami do rzęs i szczotkami do włosów, ja ścigałam się z kolegami na rowerach."
"Wszyscy mówili mi, że jestem inna, lecz niepotrzebnie - ja to wiedziałam! Cóż, człowiek nie zmienia się z dnia na dzień!"
"Jak już wspomniałam wolałam chłopców niż dziewczyny. Przy czym wolałam należy wytłumaczyć." - coś tu jest nie tak Może lepiej brzmiało by: Przy czym należałoby wytłumaczyć, co mam na myśli mówiąc "wolałam" ?
Dziewczyny w moim kręgu życia były okropne. - wiem, wiem, czepiam się... ale ja bym chyba pokusiła się o jakieś inne sformułowanie
Nie rozumiem, co ma na celu drugi akapit, do czego się odnosi... Ale może jest to spowodowane moim lekkim zaspaniem Jednakże:
"Chcę udowodnić również, że z pozoru dodatki, błahe rzeczy, detale są bardzo ważne." - Z pozoru błahe rzeczy, jak dodatki, detale, są bardzo ważne.
"Często niezauważane, są uzupełnieniem całości, bo bez nich nie byłoby wielu rzeczy. Należy patrzeć na świat z punktu widzenia małych dzieci, gdyż one zauważają wiele rzeczy, których ty - zwykły człowieku - nigdy byś nie zobaczył!" - znam to, mnie powtórzenia się łapią aż za chętnie
Dodatkowo: zastanawiam się, czy zwrot do czytelnika nie powinien być zapisany wielką literą. Jednak nie mam pewności.
"A czy ty sam chciałeś, kiedykolwiek stworzyć swój własny świat! Taki idealny, tylko twój." - zadając pytanie, stawiamy "?" A może coś w stylu: A czy Ty kiedykolwiek chciałeś stworzyć idealny świat, który byłby tylko Twój? ?
"Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, bo, po co kiedy to nie jest możliwe!" - Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, bo po co, skoro to nie jest możliwe?
"Teraz wiem, naprawdę to jest możliwe!!!" - jeden wykrzyknik wystarczy
"Jak już wspomniałam, nie byłam i nie jestem zwykłą dziewczyną."
"Stałam u progu mego okna"
"...szybszych niż prędkość światła"
"zapominałam o bożym świecie" - ja bym chyba zapisała ten przymiotnik wielką literą
"Gdy wracałam do siebie, do świadomości, czułam się" - "do świadomości" mimo wszytsko bym inaczej wkomponowała w zdanie
"- ...co ci ciotka posłała.
- Mnie ciotka. Która?- Zapytałam."
- co ci ciotka przysłała.
- Mnie? Ciotka? Która? - zapytałam.
"Na łóżku leżał, szary karton" - bez przecinka
"Może, dlatego że dostała ją od babci" - może dlatego, że dostała ją od babci
"Gdy była jeszcze w jej posiadaniu, zawsze prosiłam, aby mi ją dała, lecz babcia mówiła, że jestem za młoda. Teraz była w mym posiadaniu."
"Nie mogłam uwierzyć w to." - A może: nie mogłam w to uwierzyć ?
"...róże ułożone w kształcie kwadratu, a po środku ich pozwijane ze sobą linie" - ich czy nich?
"Czarnowłosa o bladej karnacji, jeśli można było w ogóle powiedzieć, że była blada - ona była biała jak kreda." - o ile "w ogóle" to wytwór mojej wizji literackiej , tak myślnik jest, według mnie, dość istotny.
"Jeden z jej końców był długi aż do jej kostek i zawijał się wokół jednej z nich."
"Też mam czarne, długie włosy i jasną karnację nie tak jak ona, ale też bladą." - troszkę nie pasuje... Ale przyznam, że też nie wiem, jak to sformułować
"Ciocia nie była do niej podobna, mama zresztą też" - może "nie" na końcu tego zdania by pasowało?
"Zatytułowana była:
>Drogą myśli i słów.<" - naprawdę była kropka w tytule? Bo ja szczerze w to wątpię.
"...gdybym wtedy wiedziała, że to własnoręcznie zapisane życie, obchodziłabym się z tym inaczej" - albo z nią, książką.
"...koniec pierwszego semestru należało, więc zabrać się za naukę by móc pojechać gdzieś na zimowe wakacje" - ...koniec pierwszego semestru, należało więc zabrać się za naukę, by móc pojechać gdzieś na zimowe wakacje
"Powieki same zamykały się, a głowa opadała w dół."
"...od „słów i myśli” - była otwarta na..."
"...przeczytałam kilka linijek a brzmiały tak:" - ... przeczytałam kilka linijek, a brzmiały one tak: , choć przyznam, że nie pdooba mi się takie sformułowanie (kapryśna Arbuza, haha ). Może być na przykład: ...kilka linijek, które brzmiały [następująco]:
"Nic z tego nie rozumiałam a nawet się bałam, że ktoś stawia mi warunki i podporządkować mnie chce." - Nic z tego nie rozumiałam, a nawet bałam się, że ktoś stawia mi warunki i chce mnie podprządkować
"Zawsze nie zależną byłam i będę! Wykrzyknęłam w myślach..." - Zawsze byłam niezależna i dalej będę! - wykrzyknęłam w myślach...
"Teraz się zdenerwowałam, żeby książka mną dyrygowała." - Teraz się zdenerwowałam. Żeby książka mną dyrygowała?!
lub
Teraz się zdenerwowałam, że książka mną dyryguje
"Gdyby każdy żył według tych myśli, świat wyglądałby zupełnie inaczej!"
"Ja potrzebowałam nowości, czegoś innego, odrębnego, coś co zabrałoby mnie..." - czegoś, co zabrałoby mnie...
W ostatnim zdaniu wykrzyknik nie jest obowiązkowy. |
|
|
|
 |
Arbuza
Zaglądacz

Wiek: 17 Dołączyła: 23 Mar 2009 Posty: 72
|
Wysłany: 2009-04-14, 13:04
|
|
|
Aha, zapomniałam dodać - druga poprawka od góry to tylko mój pomysł, jak można by to napisać |
|
|
|
 |
Oli
Nowicjusz
Wiek: 19 Dołączyła: 13 Kwi 2009 Posty: 14
|
Wysłany: 2009-04-14, 13:14
|
|
|
Dziękuję bardzo za poprawę. Ja już tak mam, że nie widzę tych błędów!!! Ile razy bym to przeczytała dalej ich nie zauważam;] więc nie boli mnie twoja opinia. Wręcz podkreśliłam, że poprawa błędów jest konieczna;]. Jeśli chodzi o interpunkcję, pisałam to w nieszczęsnym "word'zie" a on czami źle wskazuje a ja odruchowo zaznaczam. Zgadzam się z twoją opinią. Niektóre zdania brzmią bardziej poważnie;]. Jeśli chcesz przeczytać więcej a jest tego dużo...więcej to mogę posłać ci to na maila albo wrzucić na bloga jak wolisz;] Jeszcze raz dziękuję. Mam nadzieję, że się nie zanudziłaś. |
|
|
|
 |
Arbuza
Zaglądacz

Wiek: 17 Dołączyła: 23 Mar 2009 Posty: 72
|
Wysłany: 2009-04-14, 14:39
|
|
|
Ależ nie ma za co
Tak, przeczytałabym coś jeszcze. Możesz mi podać adres bloga lub - jeśli tak wolisz - wysłać to opowiadanie na maila (podany w profilu). Albo zaprezentować nam tutaj, na forum |
|
|
|
 |
Oli
Nowicjusz
Wiek: 19 Dołączyła: 13 Kwi 2009 Posty: 14
|
Wysłany: 2009-04-15, 18:49
|
|
|
Przesyłam dalsze części. Zmienione trochę. Mam nadzieję, że lepiej się będzie czytać;]
B.Sprawdziłam czy wszyscy śpią. W calutkim domu nastała ciemność a chłodny wiatr przemykał po kolejnych pokojach. Zatamowałam mu wejście do pokoju, zamykając drzwi. Szybko usiadłam na krzesło i potarłam dłonią o dłoń, aby czuć się pewniej, po czym nachyliłam się ponownie nad książką. Kartki nabrały koloru ecru i szeleściły podczas przesuwania stron. Szukałam choćby małego elementu, czegoś co powiedziało by mi co mam robić. Nie było niczego niezwykłego. Książka zamarła z powrotem, a ja zmęczona położyłam się do łóżka.
Nic mi się nie śniło, a przynajmniej nie zapamiętałam tego na początku. Po kilku godzinach siedzenia w szkole, wpadła mi do głowy, niewiadomo skąd, twarz dziewczyny. Wyglądała jak dziewczyna z wieczka szkatułki. Miała niesamowity uśmiech, gdyż ten uśmiech zarażał. Za każdym razem przypominania sobie jej, uśmiechałam się, ale zobaczyłam w niej coś jeszcze dziwniejszego. Była smutna! Pomimo uśmiechu była tak bardzo smutna, zraniona i nieszczęśliwa. Czułam jej smutek na sobie, w duszy i postanowiłam jej pomóc. Muszę ją uszczęśliwić, nie pozwolę, aby ktokolwiek był raniony! Tylko, że nie wiedziałam jak. Czy ona mieszka w tej książce? Na przerwie usiadłam na boisku i wyciągnęłam książkę. Nic się nie zmieniło dalej milczała. Pomyślałam, że może muszę o czymś pomyśleć, może w myślach mogę z nią porozmawiać. Istotnie przypominając sobie jej twarz słyszałam w oddali cieniutki głos, który stawał się coraz bardziej mocniejszy i bliższy. Rozejrzałam się wkoło, lecz nikogo nie było. Spojrzałam na kartki i zobaczyłam rysunek. Był to domek otoczony drewnianym płotem a obok drzewo. Roześmiałam się, ponieważ ten rysunek był narysowany jakby przez dziecko. Nie byłam w stanie rozpoznać miejsca. Przesunęłam kartkę do tyłu i zobaczyłam adres:
Ul. Słoneczna 25. Była niedaleko szkoły, więc od razu po zajęciach wybrałam się tam. Szłam podekscytowana a zarazem zdenerwowana. Nie mogłam się doczekać spotkania z nią, bądź z czymkolwiek związanym z tą książką. Szukałam numerów na furtkach, ścianach. Były wszystkie: 2, 4, 13, 20, 24 i 26 lecz 25 nie było. Zdenerwowałam się i z bezradności zapukałam do drzwi domu 26. Otworzyła mi starsza pani a moje pytanie brzmiało tak:
-Co stało się z domem nr 25?
-A kim pani jest? Policjantem, komornikiem czy może dziennikarzem?
-Nie, żadnym z nich. Przyszłam do koleżanki podała mi taki adres, a tu nie ma ani jej, ani domu!
-Bardzo zabawne, ale nie mam czasu na żarty. Do widzenia.
-Niech pani zaczeka! Proszę, muszę wiedzieć, o co tu chodzi.
-Proszę mnie zostawić, bo zadzwonię po policję!
-Dobrze już niech pani będzie. Stara zrzęda.- Szeptałam pod nosem, ale ona musiała to oczywiście usłyszeć! Zawołała za mną jeszcze kilka nieprzyjemnych słówek, po czym trzasnęła drzwiami.
Spłoszona nie wiedziałam czy mam iść do reszty sąsiadów.
Najdziwniejsze było to , że nie byłam zdenerwowana. W innych okolicznościach walczyłabym o swoje. Z bezradności usiadłam na krawężniku. Po kilku minutach zatrzymał się obok mnie samochód. Podniosłam głowę i zobaczyłam za szybą znajomą twarz. Czarne długie włosy powiewały na wietrze, zawsze poznałabym ją. To była moja siostra Klara. Miała wtedy 18 lat. Zdziwiłam się, bo wyjechała w wakacje do cioci Joli, a ciocia mieszkała za granicą. Klara też była zdziwiona,że spotkała mnie tutaj.
Otworzyła szybę samochodu i wychyliła głowę mówiąc:
-Cześć żabciu.- Zawsze tak do mnie mówiła. Na początku mnie to denerwowało, ale z czasem się przyzwyczaiłam.-Co tutaj robisz sama?
-Rozmyślam.
–W ciekawym miejscu. Wsiadaj podwiozę cię do domu.
Wsiadłam. Byłam bardzo ciekawa, co ona tutaj robi. Zastanawiałam się czy nie opowiedzieć jej o wszystkim.
-Co się stało?- Zapytała, jak też mogłam się domyślić.- Coś w szkole?
-Nie wszystko w porządku, w domu też.
-Chłopak?
-Nie.
-Mam dalej zgadywać?
-Jak chcesz. A ja mogę o coś zapytać?
-No dawaj.
-Co byś zrobiła gdybyś była pewna, że ktoś daje ci jakieś znaki.
-Znaki? Kto? Ktoś, kto nie żyje?
-No, naprzykład.
-Ale, jakie znaki. Musiałabym wiedzieć. Ktoś robi ci pewno jakieś kawały.
-Skąd wiesz, że chodzi akurat o mnie?
-Nie wiem? Dlatego pytam.
-Nie ważne. Co ty tutaj właściwie robisz? Miałaś być u cioci Joli.
-Jak? Przecież byłam!
-Ale długo!
-Zwariowałaś. Rok tam byłam. Przecież już o tym rozmawiałyśmy. Zresztą...
-Jak rok? Minęło siedem miesięcy.
-Jaja sobie robisz? Jakiś żart czy co!
-A zresztą ty nie masz prawa jazdy! Kto ci dał samochód.?
-Masz gorączkę?- Powiedziała i dotknęła mojego czoła było lodowate jak nigdy.- Chyba za niską temperaturę. Jedziemy do domu.
Przez resztę drogi jechałyśmy w milczeniu. Klara coś sobie gwizdała pod nosem i co chwile zerkała na mnie. Nic z tego nie rozumiałam miałam nadzieję, że mama mi to wytłumaczy. Spojrzałam na chodnik gdzie mój najlepszy przyjaciel szedł za rękę z najokropniejszą dziewczyną na świecie. Myślałam, że wybuchnę.
-Co to ma być! Co on wyprawia?-Wykrzyknęłam.
-Kto?
-Marek! Idzie z tą poczwarą za rękę. Może jeszcze ze sobą chodzą.
-No tak. Od półtora roku.
-Jak to. Przecież powiedział, że nie będzie miał dziewczyn przez najbliższe dwa miesiące. A to było wczoraj.
-Chyba coś brałaś. Dziewczyno opamiętaj się.
-Jak mam się opamiętać jak wszystko jest inaczej.
Na siedzeniu z tyłu leżała gazeta podniosłam ją, bo zaintrygował mnie pierwszy reportaż.
„Mariusz K. Mistrzem świata w boksie.” „Sophie Black jest znowu w ciąży.
-Co to ma być?- myślałam, coś mnie oświeciło i spojrzałam na datę zabrakło mi powietrza. Myślałam, że zaraz się uduszę!
-Minęły dwa lata?. Przeniosłam się w czasie czy coś?
-Co ty gadasz!- Wykrzykiwała Klara.
-Zatrzymaj samochód!- Wykrzyknęłam. Gdy auto zatrzymało się wybiegłam na powietrze. Łzy ciekły mi jak nigdy, z bezradności, jaką otrzymałam. Nie potrafiłam oddychać, wpadłam w panikę. Klara wybiegła za mną i wzięła mnie w ramiona. Była tak samo zdezorientowana jak ja.
-Co się stało. Oliwko.
-Ja..już sama nie..wiem...przecież dopiero co otrzymałam paczkę od cioci z książkami.
-Żabko to było dwa lata temu. Hej...ciocia...wiem to był szok...ale..
-Co ale...jaki szok...
-Ciocia nie mogła z tego wyjść...
-Z czego wyjść...
-Z tego wypadku cało. Przecież wiesz...
-Co ! Nic nie wiem....jaki wypadek jakie cało!!!
-Żabko..
-Nie mów tak do mnie...cały czas mnie oszukujecie. Chcecie zrobić ze mnie wariatkę. Co myślisz, że jestem ślepa!
-Słuchaj. Usiądź tutaj. Ciocia miała wypadek z wujkiem, gdy jechali do nas na święta. Jakiś samochód wjechał w nich. Wujek po kilku miesiącach wyszedł ze szpitala, ale ciocia siedziała za kierownicą. Tamten samochód wjechał prosto w nią. Nie było rady. Samochód stanął w płomieniach. Ciocia...zmarła na miejscu...
-Nie, nie to nie może być prawda...jak to miałam do niej jechać na wakacje! -Byłaś przecież w te wakacje.
-Jeszcze nie, przecież jest styczeń.
-Chodź jedziemy do domu. Mama też była w szoku.
Przez drugą połowę drogi zalewałam się łzami. Szczypałam się po rękach, bo chciałam się obudzić z tego koszmaru. Muszę odnaleźć tą książkę. To wszystko przez nią.
Gdy zatrzymałyśmy się przed domem wybiegłam od razu z samochodu do drzwi. Nie zdziwiło mnie to, że znowu jest coś inaczej. Inne zamki, inny kolor kuchni. Mama stała przy piecu i coś piekła, gdy zobaczyła mnie zamarła.
-Co ci się stało- zapytała- wyglądasz jakby cię więzili gdzieś.
-Bo tak było.
-Jak to?
-Oliwia się źle czuje.- Powiedziała Klara.- Chodź połóż się w łóżku.
Gdy weszłam do pokoju zobaczyłam żółtą tapetę i drewnianą podłogę. Nowe meble i zasłonki. Mój „dawny” pokój był do remontu a tu z dnia na dzień stał całkiem nowy.
Położyłam się, ale nie zasnęłam. Słyszałam jak Klara rozmawiała z mamą:
-...ówiłam ci, że musi..ię spotkać...tą psycholog.
-Myślałam, że nie będzie tak źle.
-Widzis...nie jest dobrze.
-Ale!
-Mów ciszej! Zadzwo...do niej...to musi się zmieni...
Reszty nie usłyszałam. Chyba wyszły z kuchni. Wstałam z łóżka i zaczęłam szukać książki. Nie było jej w biurku, w szufladzie, ani w pudełkach.
-A gdzie szkatułka! Gdzie to schowały?
Przeszukałam cały pokój i nie było śladu. Postanowiłam poszukać w innych pokojach. A w głowie słyszałam...musi.. ię spotkać...tą psycholog.
-Psycholog to wam jest potrzebny.
Już miałam otworzyć drzwi, gdy potknęłam się o dywan, który się podwinął. Zobaczyłam, że w tym miejscu podłoga różni się od całości. Zaczęłam podważać ją. Po chwili poczułam mniejszy opór i odskoczyłam do tyłu. Zobaczyłam w miejscu gdzie jeszcze przed chwilą był kawałek podłogi otwór. Nachyliłam się, leżała tam szkatułka. Cała była zakurzona i trochę porysowana. Otworzyłam ją a skrytkę zamknęła z powrotem. W środku nie było książek tylko cały plik zapisanych po brzegi kartek i plik pieniędzy. To był jakiś pamiętnik, pojedyncze dni wyrwane z kontekstu. Pismo było moje, ale życie nie.
C. Zaczęłam czytać kartkę po kartce. Nie pasowały do siebie, bo odstępy były dwu- czasami trzy miesięczne. Wiele było luk i brakujących kartek. Dowiedziałam się, że autorka jest nieszczęśliwa. Jej matka ciągle wyjeżdża a ojciec się wyprowadził. Najgorsze było to, że nowy chłopak jej mamy dobiera się do niej. Nie chodzi do szkoły, bo jej nikt nie lubi, bo jest brzydka i mówią, że się puszcza. Próbowała się zabić, ale została nakryta i zamknięta na miesiąc w domu opieki. Faszerowali ją tam lekami, po których spała przez całe dnie. Po powrocie, matka zamykała ją w pokoju. W nocy chłopak matki wchodził do pokoju i dotykał ją w dziwny sposób, nie molestował tylko jakby szukał czegoś. Bała się, milczała i udawała, że śpi.
Miała chyba tyle samo lat co ja wtedy. To znaczy dwa lata temu. Bo okazało się, że czytając jej pamiętnik byłam już pełnoletnia. Dwa lata wypłynęły mi między palcami.
Stałam w tym samym miejscu, w którym znalazłam szkatułkę. Nagle poczułam się bardzo słaba i zaczęło kręcić mi się w głowie. Traciłam pokój przed oczyma i a ciemność stawała się coraz bardziej intensywna.Trwało to jakąś chwilę. Całkowite otumanienie umysłu. Po jakimś czasie poczułam grunt pod sobą i, że trzymam coś w ręce. Otwierając oczy zobaczyłam trójkę dzieci nachylających się nade mną. Gwałtownie podniosłam się i usiadłam na nogach. Jakaś siła zdołała mnie przewrócić i przenieść. Dopiero teraz, gdy usiadłam, poznałam to miejsce. To nie był mój pokój, tylko dom mojej babci. Trójka dzieci nie przyglądała się już mnie tylko podnosiła coś z ziemi, dokładnie tam gdzie leżałam. Tak jak poprzednio dopiero teraz poznałam, kim była ta trójka dzieci. Ogarnął mnie wielki smutek, tak jakby całe życie przypomniało mi się na raz. To było gorsze od złamanej ręki, od zakazu wydanego przez rodzica. To było wewnątrz i tak głośno krzyczało i biło mi z piersi. Nie wiem nawet, kiedy wypłynęła mi łza, a potem jedna po drugiej. To byłam ja, Klara i Hania. Pamiętam, znalazłyśmy wtedy zabitego żuka czy coś innego. Tak się cieszyłyśmy, później przyszła do nas...babcia. Wyglądała tak żywo! Taka młoda i zdrowa, przytuliła nas i wzięła na kolację. W kuchni stała ciocia i mama. Szłam za babcią i co chwilkę dotykałam jej pleców. Ona nie reagowała, a ja czułam jej wełniany sweter, zapach naleśników z kuchni. Stanęłam w progu kuchni i zobaczyłam trójkę dziewczynek kłócących się o to, kto zje więcej naleśników. Później ciocia zaczęła zbliżać się do drzwi i zamykać je. Patrzyła mi prosto w oczy. Czy widziała mnie? Ja widziałam w jej oczach strach i moje odbicie. Drzwi trzasnęły a ja stałam tam dalej. W końcu wyprostowałam dłoń i zobaczyłam medalion. Ta sama dziewczyna ze szkatułki. Przecież babcia miała taki medalion. Teraz sobie go przypomniałam. Mówiła, że kiedyś mi go da, ale on się gdzieś zgubił. Wyszłam przed dom na werandę. Usiadłam na schodach i starałam się to wszystko jakoś poskładać i wyjaśnić. Przypomniałam sobie obraz dziewczyny i domu, od którego wszystko się zaczęło. Po kilku minutach zobaczyłam, że po chodniku jedzie dziewczynka na rowerze. Ta sama tylko kilka lat młodsza. Pobiegłam za nią, wołałam żeby się zatrzymała, ale ona nie reagowała. Nie czułam zmęczenia, a biegłam już z dobrą godzinę. Nagle znalazłam się na ulicy słonecznej. Dziewczyna nie zwalniała jechała dalej ochoczo, też jakby nie czuła zmęczenia. Znalazłyśmy się w miejscu, w którym to wszystko się zaczęło, czyli domy 24 i 26. Dziewczynka skręciła na podwórko jednego z nich. Szłam za nią. Dom 25 wyrósł z pod ziemi. Jego istnienie było trudne do zrozumienia a nie istnienie jeszcze większe. Podeszłam do drzwi i już miałam nacisnąć klamkę, gdy wszystko znów znikło mi z przed oczu. Byłam z powrotem w moim pokoju, z kartkami pamiętnika w rękach, spocona i zmęczona. Położyłam się do łóżka i zasnęłam.
Obudziłam się w środku nocy, gdyż usłyszałam krzyki i jakieś głosy obok mojego łóżka. Usiadłam na końcu łóżka i ocierałam oczy. Gdy mogłam już coś zobaczyć, skierowałam wzrok w stronę ściany. Siedziała tam ta sama dziewczyna, tylko że była starsza. Płakała, miała rozdarte ubranie i wyrywała jakieś kartki z zeszytu. Bałam się wstać, bo usłyszałam, że ktoś się zbliża do nas. Nacisnął klamkę, ale drzwi nie otworzyły się. Były zamknięte na klucz. Głos za drzwi wołał coraz głośniej:
-Otwieraj! Natychmiast masz otworzyć te drzwi! Zrozumiałaś?! -To był męski, ochrypły głos.
Dziewczyna nawet nie wstała. Nie podniosła głowy, tylko wyrywała wciąż kartki. Jedna z nich przyfrunęła mi pod stopy. Podniosłam ją i zaczęłam czytać.
„Drogie słowa, myśli i marzenia. Nic mi się nie udaje. Nic mi nie wychodzi. Jestem niczym. To wszystko mnie przerasta. Dlaczego to musiało spotkać akurat mnie? Chciałam tylko się z nim zaprzyjaźnić. Nic więcej, czy to zbyt wiele. On mnie wyśmiał przed połową szkoły. Teraz nikt mnie nie lubi. Muszę kończyć, bo przyszedł. Znowu będzie testował na mnie swoje głupie pomysły. Dlaczego muszę milczeć? Nie mogę twego wykrzyczeć całemu światu. Jutro to zrobię zobaczy...”
Co zobaczy...co ona chce zrobić? Nie mogę jej pomóc. Czułam się taka bezradna, taka słaba. On wszedł do pokoju. Rozebrał ją i położył na ziemi. Miał w ręce jakiś przedmiot. Trzymał ją tak mocno, że krew o mało nie wypłynęła jej z żył. Naciął kawałek ciała a ona zemdlała wraz zemną. Czułam piekący ból w podbrzuszu, jakby otwartą ranę. Znów leżałam na ziemi, nie mogłam się podnieś, bo ręce bolały mnie tak mocno, że prawie ich nie czułam. Gdy otworzyłam oczy był już dzień. Leżałam w tym miejscu gdzie tamta dziewczyna, pod ścianą w stercie kartek z zeszytu z biologii. Nie wiedziałam czy to był sen czy jawa. Czułam się jakby to na mnie wyżywał się ten mężczyzna.
Po chwili wstałam i podeszłam do mebli, aby się podeprzeć. W tym momencie weszła Klara z tacą, na której było śniadanie.
-Wstałaś- powiedziała- myślałam, że będziesz spać do południa po tej nocy. Co ty taka słaba?- Zapytała i złapała mnie, bo już nie czułam biurka i nie widziałam nic.
Ocknęłam się w łóżku, znów w środku nocy, kiedy to mężczyzna znęcał się nad tą dziewczyną. Nie było już go. Dziewczyna leżała na podłodze, w zakrwawionej bluzce. Wyglądała tak jakby nie żyła. Wstałam z łóżka i podeszłam do niej. Usiadłam obok i podniosłam koszulkę, aby zobaczyć ranę. Nagle poczułam, że ktoś złapał mnie za rękę. Spojrzałam na twarz dziewczyny nie spała i trzymała mnie mocno. Nagle poczułam niesamowite przyspieszenie bicia serca, myślałam że wyskoczy mi z piersi i ucieknie gdzieś daleko. W tym samym czasie zabrakło mi powietrza myślałam, że się uduszę. Czułam się jakby ktoś zacisnął pięść na moim gardle. Patrzałam jej prosto w oczy była spokojna drżała. Po chwili jej dłoń poluźniła się i mogłam zabrać spokojnie rękę. Chwilę później usłyszałam tupot stóp dochodzący zza drzwi. Wstałam i schowałam się za łóżkiem, dziewczyna patrzała na mnie z uwagą i nie ruszała się z miejsca tylko podniosła się na rękach. Otworzyły się drzwi i weszła Klara. Była wystraszona i o mało nie wyrwała drzwi z zawiasów. Nie wiedziałam, o co chodzi, bałam się, że wejdzie ten mężczyzna i zacznie znęcać się nad dziewczyną a później na mnie.
Klara podeszła do mnie i przytuliła mnie a ja patrzałam wciąż w stronę dziewczyny. Siedziała tam i przypatrywała się nam uważnie. Kiwała głową raz w lewo raz w prawo. Po chwili zaczęła się uśmiechać i otworzyła buzię, aby coś powiedzieć wtedy ja wykrzyknęłam:
-Przestań! Zostaw mnie w końcu w spokoju. Odczep się.
-Co ja?? Dlaczego co zrobiłam? -Pytała Klara.
-Nie ty ona.- Wskazałam w stronę ściany.
-Kto ściana? Co ci zrobiła?
-Nie chce widzieć więcej twojego pokręconego życia. Idź stąd!
-Oli przerażasz mnie. Co ty wygadujesz? Masz ten sam napad, co w samochodzie.
-Nie mam żadnego napadu!
-Nie, to o co chodzi!
-O nią?- Ponownie wskazałam ręką na ścianę. –Ściana!- Tak wtedy była już tylko ściana. Nie było jej ani krwi ani żadnych innych patologicznych zachowań. Zostałam sama ze swą nienormalnością i zrozpaczoną Klarą.
-Chodź połóż się. Zostanę z tobą gdyby wróciła.
-Jak to? To ty mi wierzysz??
-Tak słońce. Jutro pogadamy śpij.
Nie wierzyła mi, po prostu chciała, abym przestała wariować. Zamiast spać przypominały mi się te wszystkie sceny od początku. Słyszałam, kiedy Klara wyszła z pokoju. Myślała że już śpię.
Chyba się obudziłam. Chyba, bo już sama nie wiedziałam, co jest jawą a co snem. Byłam rozdarta pomiędzy dwoma światami, dwoma życiami. Usiadłam na końcu łóżka i ocierałam twarz. Nie miałam już żadnych sińców ani nic mnie nie bolało. Wstałam i podeszłam do okna, aby spojrzeć na ludzi, zwykłych ludzi, którzy są zamknięci w swojej skorupie i boją się z niej wyjść. Po chwili usłyszałam brzdęk otwieranych drzwi i zobaczyłam Klarę idącą z tacą.
-Wstałaś- powiedziała- myślałam, że będziesz spać do południa po tej nocy.
Miała rację była dopiero ósma.
-Masz zrobiłam ci śniadanie. Twoje ulubione.
Na tacy była jajecznica na boczku i kubek herbaty. Nie ucieszyło mnie to, ale było mi lżej, że wróciłam do normalnego świata. Tylko na jak długo? Bałam się zamykać oczy, bo myślałam, że wszystko zacznie się od nowa. Ciągle zastanawiałam się, dlaczego to ja muszę być dziwna. Dlaczego to mnie spotyka? Chciałam jej pomóc, ale nie wiedziałam jak. |
|
|
|
 |
Oli
Nowicjusz
Wiek: 19 Dołączyła: 13 Kwi 2009 Posty: 14
|
Wysłany: 2009-04-15, 18:55
|
|
|
| Mam jeszcze jedno pytanie. Te zdania, które zamieściłaś w cudzysłowie a nie skomentowałaś, są do korekty? Jakbyś mogła napisać również to ci się podoba. I jakie masz odczucia. Dziękuję. |
|
|
|
 |
Arbuza
Zaglądacz

Wiek: 17 Dołączyła: 23 Mar 2009 Posty: 72
|
Wysłany: 2009-04-16, 22:19
|
|
|
Heh, zauważyłam właśnie, że zjadłam cudzysłowy w jedym miejscu... Przepraszam
Co do poprawek - tak, nieopisane zdania też są do korekty. Na pierwszy rzut oka ciężko to niestety wychwycić, ale jeśli się przyjrzysz, zobaczysz, że pogrubiłam elementy, które poprawiłam w danym zdaniu. W większości przypadków były to chyba przecinki, stąd może wynikać to, że nie zauważyłaś. Prawdę powiedziawszy jak też nie od razu dostrzegłam, że pogrubiłam Tak się to zlewa wszystko
No dobra. To teraz część druga.
Muszę przyznać, że ta nagła zmiana czasu i ogólnie te elementy nierealistyczne są bardzo dobrym pomysłem. I pomyśleć, że pierwsza część zapowiadała z pozoru spokojne obyczajowe opowiadanko... Choć niektóre momenty bym zmieniła bądź ominęła, ogólny pomysł mi się podoba. Tak z czystej ciekawości - przyszedł Ci sam do głowy, czy coś Cię szczególnie zainspirowało?
Dobrze, jeszcze strona techniczna. Niestety, błędy są. Jednakże wszystko można dopracować A najbardziej skupiłabym się na dialogach. Zdarzają się błędy interpunkcyjne, które trochę burzą przejrzystość wypowiedzi. Poza tym mogłabyś wprowadzić co którąś wypowiedź wtrącenie narratora, jak na przykład:
- Hej - zawołała Basia.
Pomysły masz. Troszkę popracuj nad sposobem ich zapisywania, a może wyjść coś ciekawego Powodzenia! |
|
|
|
 |
Oli
Nowicjusz
Wiek: 19 Dołączyła: 13 Kwi 2009 Posty: 14
|
Wysłany: 2009-04-17, 15:48
|
|
|
Cieszę się, że ten pomysł się spodobał. Na początku sama się zastanawiałam, czy to nie jest trochę żenujące, albo dziecinne, ale myślę że nie. Zresztą ty to potwierdziłaś. Ogólnie w tej historii jest wiele bardzo ekspresyjnych "przejść". Wiele się dzieje;]. Pomysł? Wiesz nie pamiętam jak to było. Zaczęłam pisać to rok temu. Pisałam w tym czasie inne opowiadanie i tak mnie jakoś natchnęło. Nie chciałam, żeby to był kolejny nudny pamiętnik jakiejś nastolatki. Mam często takie "odskoki" chyba pozytywne?;] Piszę również wiersze, które chyba o tym najmocniej świadczą.
Zamieszczam kolejną część;]
D. Przez tydzień nic się nie wydarzyło. Kompletna głusza, pustka i moje ciągłe rozmyślanie. Mogłam odpocząć psychicznie, nabrać sił a otoczenie mogło uwierzyć, że to było chwilowe załamanie. Byłam taka bezbronna, samotna i wystraszona. Nikt nie mógł mi pomóc, nikt nie mógł uwierzyć! To było jak sen, którego nie dało się wymazać. Nie mogłam tego pojąć. O co tu w ogóle chodzi? Jak mogłam przenieść się w czasie? Jak mogło mnie tak wiele ominąć? Wciąż nie mogłam pogodzić się ze śmiercią cioci, ale widziałam jej grób.
Pewnego popołudnia, po szkole poszłam na cmentarz. Nie robiłam tego od śmierci babci, bo gdy wchodziłam na cmentarz widziałam ją, stojącą przy krzyżu. Uśmiechała się do mnie i machała abym do niej podeszła. Ja zawsze uciekałam z płaczem. Mama postanowiła nie puszczać mnie samej a po czasie, w ogóle chodzić na cmentarz. Minęło już dziesięć lat, coś musiało we mnie pęknąć. Przechodząc przez bramę poczułam dreszcz na skórze a serce przyspieszyło mi dużo mocniej, niż powinno.Poczułam też jakby ktoś położył dłoń na moim prawym ramieniu i poklepał mnie dwa razy. To musiała być babcia, dodała mi otuchy. Cieszyła się, w końcu do niej przyszłam. Szłam alejką mijając po prawej i lewej stronie nagrobki, które pierwszy raz widziałam na oczy. Były zadbane i takie czyste. Miałam wrażenie, że ludzie znajdujący się tam dziwnie na mnie patrzą, z taką odrazą i nienawiścią. Na ostanim piętrze cmentarza znajduje się krzyż, którego tak panicznie się bałam. Nie chciałam zobaczyć babci, wiedziałam, że idzie wciąż obok mnie. Podniosłam głowę i spojrzałam na krzyż, nie było tam nikogo tylko jeden znicz, który po chwili zgasł. Skręciłam w lewą uliczkę. Przeczytałam nazwiska. Nie pamiętałam grobu babci, wymazałam go z pamięci, ale czułam że go poznam.
-Twardowska, Szpik, Nosilski....i Stel Leokadia. To właśnie ona, a poniżej Róża Hojnicka-ciocia. Łzy pociekły mi ciurkiem , rozpaliłam się cała i nie mogłam oddychać. Czułam tak straszny ucisk w klatce piersiowej myślałam, że umrę. Kręciłam się wokół własnej osi i nie mogłam się otrząsnąć. W końcu położyłam się na płytę i wtuliłam się w lodowaty pomnik. Leżałam tak chyba z godzinę, bo podnosząc głowę miałam całkowicie odmarznięty policzek. Nie wiem, co robiłam w tym czasie. Może spałam całkowicie otumaniona? Siedziałam przy nim jak bezdomna, jak sierota, która nie ma gdzie pójść, nie wie co począć. Nie chciałam z stamtąd iść czułam, że one są ze mną i nie mogłam odejść. Po drugiej godzinie siedzenia przy grobie zaczęłam rozmawiać z babcią a później z ciocią. Nie wiem czy mi odpowiedziały, bo mogłam sobie to wyobrazić byłam tak „obłąkana”. Kiedy już się ściemniało postanowiłam wrócić do domu. Pewno wszyscy się o mnie martwili. Otarłam policzki, choć niepotrzebnie, bo zaraz po śladach tamtych spływały kolejne. Zabrałam wszystkie rzeczy i pomachałam do pomnika. Obok stała jakaś kobieta i z miłością patrzała na mnie mówiąc:
-To minie. Wszystko będzie dobrze.
Ja odpowiedziałam:
-Nic nie będzie dobrze.
I odeszłam. Ta kobieta nie mogła mi przecież pomóc a ja jej nic więcej powiedzieć. To zamykające się koło wirowało mi w głowie coraz mocniej i szybciej, że trąciłam grunt pod nogami.
Szłam do domu drogą, po której chodziłam od maleńkości. Szłam nią też tamtego dnia, od którego wszystko się zaczęło. Nie zmieniła się w przeciwieństwie od całej reszty. Była wciąż drogą, która prowadziła mnie bezpiecznie do domu, do którego zawsze z radością wracałam. Lecz w tym czasie, z największą chęcią, uciekłabym stamtąd jak najdalej. Nie chciałam mieć domu, w którym nie mogę czuć się bezpiecznie, normalnie! Bałam się wracać tam. Wiedziałam, że nie mam tam żadnej podpory, nikogo, kto by mi uwierzył. W tych milionach myśli czułam ból w piersi i ucisk w głowie, który sprawiał że pojawiała się mgła przed moimi oczami i coraz słabiej czułam ziemię. Czułam jakbym przechylała się w prawą stronę i nie potrafiła się wyprostować. Nikt nie szedł tamtędy, byłam sama zapłakana i słaba, taka słaba, że nie poczułam kiedy upadłam na trawę. Nie straciłam przytomności, tylko równowagę. Leżałam na mokrej trawie, jak sparaliżowana. Nie mogłam ruszyć żadną częścią ciała, jedynie powiekami, którymi otrzepywałam kolejne spływające łzy. Już sama nie wiedziałam kim jestem. Miałam wrażenie że całkiem kimś innym, czułam się zamknięta jak w klatce. Czekałam aż przyjdą kolejne wizje, albo postacie, albo po prostu ktoś mi pomoże. Parę minut później usłyszałam nadjeżdżający samochód. Po chwili usłyszałam stuk zamykanych drzwi i drżenie ziemi a później głos:
-Nic pani....o jejku Oli...co ty tutaj...
Zadrżałam i zaczęłam coraz bardziej płakać. To była Nastazja moja najlepsza przyjaciółka, której nie widziałam od podstawówki, ponieważ wyjechała za granicę z rodzicami. Tak bardzo się cieszyłam, tak bardzo potrzebowałam jej pomocy, pocieszenia, uścisku.
-Chodź. Możesz wstać?
Próbowałam, ale to było silniejsze ode mnie, lecz po chwili ruszyłam stopą a później całą nogą.
-Dalej poradzisz sobie, zawiozę cię do domu.
Zadrżała mi warga a później otworzyły się usta:
-N...ie!- Wyjąkałam a później całym zdaniem.- Nie do domu.
-Dlaczego coś się stało?? Nie ważne pojedziemy do mnie. O nic się nie martw.
Wpakowała mnie na tylnie siedzenie i usiadła za kierownicą. Kiedy ruszyła ja skamieniałam ponownie, po czym przewróciłam się na bok.
-Kochana jak ja się cieszę, że cię widzę!- Mówiła Nasti. – Tyle lat minęło, że też akurat ciebie spotkałam. Rozpoznałam cię, zawsze i wszędzie poznałabym cię. Źle się czujesz?? Milczysz!! Jejku znowu leżysz. –Powiedziała po spojrzeniu w lusterko.- Najpierw myślałam, że się upiłaś, potem że naćpałaś ale teraz już sama nie wiem.
Dojechałyśmy na miejsce. Nie była to stara kamienica, w której mieszkała kiedyś Nasti, ale mały kolorowy domek na peryferiach miasta. Zaparkowała samochód i pomogła mi wysiąść, po czym zaprowadziła do pokoju na piętrze. Mały, przytulny, również kolorowy pokój z widokiem na sad, wydawał się być ucieczką przed złym.
-Rozbierz się.- Powiedziała Nasti i puściła "oczko".-Pewnie zmarzłaś zaraz zrobię ci herbatę. Czuj się jak u siebie w domu, albo jeszcze lepiej.- Po czym wyszła.
Rozebrałam się i rozłożyłam na łóżku. Byłam zmęczona najchętniej poszłabym spać. Chyba nikogo nie było w domu, a może mieszkała sama?
-Już.- powiedziała wchodząc do pokoju po ok. piętnastu minutach.- Przepraszam, że tak długo, ale czajnik nawala. Dawałam go do naprawy, ale nic nie poskutkowało. Proszę, pij.
-Dziękuję.- Odpowiedziałam. Wypiłam pół szklanki za jednym razem.
-Widzę, że byłaś spragniona. Przepraszam ja ciągle gadam. Widzisz nic się nie zmieniłam. Powiesz mi, dlaczego nie chciałaś wrócić do domu i dlaczego tam leżałaś. Wiesz, że mnie możesz powiedzieć wszystko.
-Nie uwierzysz!- Odpowiedziałam wymijająco.
-Nie prawda. Pamiętasz jak mi opowiadałaś te zmyślone historie ja w każdą uwierzyłam a potem się z zemnie śmiałaś, że jestem naiwna.
-Tak, przepraszam! Ale byłam wtedy głupia!
-Daj spokój, stare dzieje. Nie chodzi mi o to, że uwierzę w każdą bajeczkę, ale wysłucham cię i ci pomogę. Przynajmniej się postaram!
-Ale to zabrzmi dziecinnie.
-Nie ważne. W każdym z nas jest trochę dziecka. Może ja będę tobie zadawała pytania a ty będziesz odpowiadać. Dobrze?
-Spróbujmy.
-Pokłóciłaś się z mamą albo siostrą?
-Po części.
-To znaczy?
-Nie! Tak na wyrywki nie wyjdzie. Musi być całość!
-Jeśli mam ci pomóc to muszę znać prawdę.
- Nasti powiedz mi czy cię bił ojczym?-Zapytałam z nienacka. To zdanie wypłynęło samo z moich ust.
Nastała niesamowicie długa cisza, która rozniosła się po całej okolicy. Nie było słychać samochodów za oknem, piszczącej żarówki w lampie, muchy która wleciała przez otwarte okno. Stałyśmy naprzeciw siebie. Nasti przeszywała mnie dogłębnie, jakby czytała w moich myślach, chociaż ja o niczym w tym momencie nie myślałam. Zrobiło mi się strasznie gorąco i zabrakło mi tchu. Usiłowałam złapać choćby odrobinkę powietrza, ale nie zdołałam. Zaczęłam wymachiwać rękoma, aby cokolwiek wchłonąć. To było okropne uczucie, nie mogłam oddychać! Czułam jak powoli opadam na podłogę wymachując rękoma. Śmierć przez uduszenie?To tak jakby ktoś złapał cię za szyję i zatkał nozdrza za jednym razem. Tylko że nikt tego mi nie robił! Stałam sama o własnych siłach, jeszcze przed momentem normalnie oddychając! Najgorsze było to, że Nasti wciąż stała naprzeciw mnie i patrzała się jakby w słup, w białą ścianę, na której nie ma nic ciekawego. Upadałam usiłując krzyknąć, ale ani jednego dźwięku nie potrafiłam wydusisz, nawet szeptu. Po chwili poczułam miękki, pluszowy dywan. Pachniał truskawkami i sokiem pomarańczowym...
Zastanawiałeś się kiedykolwiek jak to jest żyć w ciemnościach? Jak niewidomy. Wszystko trzeba poznawać przez dotyk, przez słuch i powonienie. Zmysł wzroku jest ułudą, kłamstwem. Narząd, który przesyła nam fałszywe dane, jak w krzywym zwierciadle. Jest tylko pomocą, w tym abyśmy się nie wywrócili o rozrzucone zabawki, albo dziurę w chodniku. Nigdy nie zdawałam sobie sprawy, że tak naprawdę jestem niewidoma! Bo przecież nie dostrzegałam takich detali! Nie wiedziałam, że żyję pod pokrywką. Myślałam, że tylko ja mam problemy i smutki. Wciąż mi było mało pomocy i współczucia innych. Egoistka! Nie widziałam,że żyję w egoistycznym świecie, zamkniętych w sobie, słabych ludzi. A tak naprawdę, poza tymi wszystkimi cząsteczkami atomów jest inny świat. Ten, w który wstąpiłam jakieś trzy lata temu, które były tak naprawdę dwoma dniami. Ten zegar ruszył tak gwałtownie, że nie poczułam ani jednego drgnięcia. Nie wiem kiedy ruszył do przodu, kiedy zmieniono czas zimowy na czas letni? Wszystko się zmieniło, ruszyło do przodu oprócz mnie! Ktoś zapomniał mi powiedzieć, że czas rusza do przodu! Nie przygotowałam się. Żyłam wczorajszym dniem! A co gdyby ciągle było jutro? Gdyby świat pędził do przodu, bez ciebie a ty byś tylko przeskakiwał kolejne lata.
Szumiało mi w głowie, czułam mdłości i ogólne osłabienie, dokładnie jak na kacu. Kiedy ocknęłam się w zimnym, ciemnym pokoju. |
|
|
|
 |
Oli
Nowicjusz
Wiek: 19 Dołączyła: 13 Kwi 2009 Posty: 14
|
Wysłany: 2009-04-17, 16:24
|
|
|
Zamieszczam jeszcze jedną jakby było mało;]
E. Zawsze budziłeś się w miękkim, cieplutkim łóżeczku, przytulonym do poduszki. Będąc jeszcze jedną nogą we śnie a drugą na podłodze gotową do wstania? Zawsze zastanawiałam się, który zmysł działa pierwszy słuch czy wzrok? Zawsze, kiedy się budziłam, nie wiedziałam co było pierwsze, bo już po prostu nie spałam. Tego dnia było podobnie, lecz byłam pewna, że najpierw usłyszałam...cichutki głos. Był tak niebiański, tak słodki i przepełniony miłością, że można było się w nim zakochać. Przytulał cię do siebie i mocno rozgrzewał. Nie potrzebowałeś nic więcej, nic lepszego nie mogło ciebie spotkać. Delikatnie gładził włosy, pieszczotliwie sunął po policzku do wnętrza ciała, do duszy człowieka. Tak obudzona otworzyłam oczy czując jeszcze ciepło dotyku głosu, chociaż było to zaledwie jedno słowo. Wyciągnęłam prawą rękę do góry i mocno pociągnęłam w górę, aby się rozciągnąć to samo zrobiłam z nogami. Po dziesięciominutowym przeciąganiu przetarłam oczy i usiadłam na brzegu łóżka, jak to miałam w zwyczaju. Kiedy wstaje się zbyt energicznie można stracić przytomność. W pokoju panowała ogromna jasność, chociaż była dopiero ósma- było lato! Wstałam i podeszłam do lustra stojącego pod ścianą. Było na tyle duże, że można było przejrzeć się w całości. Wyglądałam normalnie, jak każdego ranka. Rozczochrane włosy, rzęsy zaczepione na policzku, po przekręcana koszulka od pidżamy. Byłam okropnie głodna, więc od razu udałam się do kuchni. Otworzyłam skrzypiące drzwi i po owianiu mojej twarzy, przez ogromny przeciąg, przeszłam korytarzem mijając kolejne drzwi. Po dojściu do schodów zatrzymałam się na chwilę, aby spojrzeć do okna. Klara skakała na skakance z Hanią robiąc przy tym tyle hałasu, jaki tylko one mogły zrobić. Uśmiechnęłam się. Kochałam te dwie miernoty, które były moimi najlepszymi towarzyszkami życia.
Schodząc po schodach rozglądałam się po ścianach, na których wisiały przeróżne obrazy, namalowane tę samą ręką, czyli oryginały. Widziałam je już tyle razy ile żyje, ale wciąż wywoływały we mnie emocje. Chwilę później weszłam do kuchni i poczułam zapach naleśników, które tak bardzo kochałam. Podbiegłam do zlewu, przy którym stała...babcia! Uściskałam ją i wpatrzyłam się w jej oczy. Zawsze ją to denerwowało, ale z czasem się przyzwyczaiła rozumiała, że czytam w duszy, rozpoznawałam nastroje. Usiadłam przy stole a babcia nałożyła mi dwa naleśniki, po czym usiadła obok mnie.
-Smakują ci?- Zapytała.
-Jakby inaczej babciu.- Odpowiedziałam radośnie.- Kto jak kto, ale ty robisz najlepsze naleśniki pod słońcem!
-Ach słoneczko, to zwykły przepis, który zna każda z gospodyń.
-Ale twoje są wyjątkowe!
-Bo robione z miłości.
-Cokolwiek to oznacza!- Wykrzyknęłam i podniosłam szklankę soku do góry jak do toastu.
-Muszę jeszcze zrobić pierogi pomożesz mi? Czy może masz już jakieś zajęcia na dziś?
-Chciałam tą nową książkę przeczytać, co mi pożyczyłaś. Tą o królewnie.
-Ona ma ponad pięćset stron! Nie dasz rady jej dzisiaj przeczytać!
-To, chociaż zacznę. Ale najpierw ci pomogę!
-Dobrze, jeśli nalegasz.- Powiedziała babcia z uśmiechem a ja otworzyłam usta tak jakbym coś jeszcze chciała powiedzieć, ale po chwili je zamknęłam i zjadłam kolejny kęs naleśnika.
Miłość to najwspanialsze uczucie, bo wyraża wszystko. Nasze przywiązanie, potrzebę drugiej osoby, uzależnienie! Miłość przecież, nie tylko, występuje pomiędzy mężczyzną i kobietą. Można kochać rodzinę, koleżankę, idola. Jeśli zależy tobie na kimś to oznacza, że rodzi się miłość. Miłość nas rozgrzeje, w smutku i cierpieniu. Okryje jak zimowy płaszcz przed utratą ciepła, jak parasolka przed deszczem. To bezpieczna kryjówka przed złym losem i niebezpieczeństwem.
Poczułam zapach siarki i ból w tyle głowy. Kiedy się ocknęłam leżałam na podłodze w zimnym, ciemnym pokoju, który nie przypominał mi znajomego miejsca. Poczułam strach i osamotnienie. Czekałam, aż ktoś po mnie przyjdzie. Nie długo zwlekał. Po kilkunastu minutach otworzyły się drzwi, wpuszczając cały strumień białego światła do pomieszczenia. Nie byłam w stanie nic zobaczyć. Źrenice starały się chronić oko przed światłem dopóki się nie przyzwyczają. Kiedy już to nastąpiło zobaczyłam mężczyznę stojącego tuż przede mną. Był wysoki, szczupły i zadyszany. Miał wystraszony wzrok i trzęsły się mu ręce. Wyglądał na roztargnionego i szalonego. Skuliłam się, bo zaczął wyciągać je w moją stronę. Po chwili poczułam zimny dotyk szorstkiej dłoni na mym ramieniu, który sunął w górę do mojej szyi. Było to tak okropne, że nie potrafiłam oddychać. Trzęsłam się i pociłam, oczy zaszły mi mgłą, choć i tak wciąż miałam je zamknięte. Nie mogłam otworzyć ust, były jakby przyklejone super klejem. Klęcząc na jednym kolanie z głową wśród rąk przeżywałam długą drogę z ramienia do szyi. Kiedy dłoń dotarła do celu, złapał mnie za podbródek i obrócił twarz w swoją stronę. Postanowiłam otworzyć oczy i przeciwstawić się mu. Może było jakieś wyjście! Kiedy otworzyłam oczy odskoczyłam lekko w tył, gdyż nie było już tego mężczyzny a zamiast niego klęczał młody chłopak. Patrzyliśmy tak na siebie przez chwilę, po czym zaczęłam wstawać podpierając się o ścianę. Kiedy się wyprostowałam zakręciło mi się w głowie i o mało nie upadłam ponownie. Chłopak zerwał się z miejsca i przytrzymał mnie. Spojrzałam mu w oczy. Zrozumiałam, że to ktoś mi bliski.
-Oli! Nic ci nie jest?- zapytał. Miał delikatny, ciepły głos. Doznałam deja vu, gdyż wiedziałam, że słyszałam już gdzieś taki ton głosu.
Kiedy stałam już pewnie na podłodze a serce zaczęło wolniej bić, zapytałam:
-Kim jesteś? Kim ty jesteś!
-Oli o co chodzi?
-Zadałam ci proste pytanie. Odpowiedz! No chyba, że i ty nie wiesz!
-Tomek!
-A gdzie my jesteśmy? I co się stało?
-Ja też bym chciał wiedzieć, co się stało! Jest impreza u Marka! Mówiłem, żebyś tyle nie piła!
-Nic nie piłam!
-Tak nie piłaś. Musiałem butelkę ci z rąk wyrywać!
-Powąchaj! Ani grama....nic....
-Daj już spokój. Chodź do góry, jeśli się już dobrze czujesz. Chyba, że chcesz iść na powietrz...
-Zaraz, zaraz! Nie bądź taki do przodu. Co tu jest grane!
-O co znów chodzi?
-Nic nie rozumiesz....
-No właśnie, wytłumacz mi!
-Ja...ja nic nie pamiętam! Teraz rozumiesz!? Nic! Nie znam ciebie, tej piwnicy. Nie pamiętam, żadnej imprezy. Nic nie piłam. Jedyne, co to znam Marka, jeśli o tego samego chodzi?
-Zgrywasz się?
-Jasne, nudzi mi się! Do cholery ja nic nie pamiętam! -Wykrzyknęłam i zalałam się płaczem, bo już nie potrafiłam mówić, ani oddychać!- Był tu najpierw jakiś mężczyzna, a później on znikł a pojawiłeś się ty!
-Oliwia. Już dobrze, uspokój się. Już go nie ma! Chodź do Marka może wszystko sobie przypomnisz!
Objął mnie i wyszliśmy z piwnicy na przedpokój. Pozwoliłam się przytulić, bo potrzebowałam bezpieczeństwa! Dopiero tu na przedpokoju mogłam przyjrzeć się mu dokładnie. Był wysoki i szczupły. Miał brązowe, krótkie włosy lekko postawione do góry. Był przystojny! Taki w moim typie. Kiedy się mu przyglądałam spojrzał na mnie i lekko uśmiechnął, był równie zdezorientowany jak ja!
Na przedpokoju stało kilka par obściskujący się perfidnie. Kiedy przechodziliśmy obok jednej z nich , odezwał się chłopak:
-O! Gołąbeczki już pogodzone?!
Czekałam na odpowiedź Tomka, ale milczał. Z przedpokoju przeszliśmy do salonu, jak na imprezy była tam dziwna pustka. Jedynie Marek stał przy oknie.
-Marek!- Wykrzyknęłam i pobiegłam w jego stronę.- Jak dobrze cię widzieć. - W istocie był to Marek, tylko nieco doroślejszy, w końcu oboje byliśmy starsi.
-Co się stało księżniczko!- Odpowiedział odwzajemniając uścisk. Zawsze tak do mnie mówił, od dziecięcych lat.
-Mam problem!
-Mam cię odwieść do domu?
-To nie o to chodzi!- Zrezygnowana odpowiedziałam.
-Problem jest o wiele większy!- Powiedział Tomek.
-Marek ja nic nie pamiętam! To znaczy z tego wieczoru! I nie znam tego...Tomka! Nie pamiętam go!
-Yyyy...jak to? Ktoś ci dał prochy?
Usiadłam na stopniu i podparłam głowę o ręce.
-Oliwia ty myślisz, że zrobisz z nas wariatów? -Powiedział Marek.- Przecież nikt nie uwierzy ci w to, że w jedną godzinę, albo parę minut zapomniałaś cały dzień! A może nie pamiętasz, co było wczoraj! Co robiłaś?
Pokręciłam głową.
-Właśnie! Wykrzyknął zdenerwowany Marek.
-Daj spokój!- Odezwał się Tomek.- Ona naprawdę nic nie pamięta!
-I ty dałeś się wciągnąć w tą gierkę? Przecież to ciebie robi w największe bambuko! Może chce z tobą zerwać i nie wie ja..- Zamilkł, bo w tym momencie zerwałam się i uderzyłam go w policzek, za te wszystkie czasy! Za chodzenie z tą poczwarą i za wszystkie głupie teksty skierowane do mnie. Był moim przyjacielem naprawdę, ale czasami zbyt się starał, że zawsze wychodziło na źle!
-Dziękuję ci bardzo.-Podsumowałam.- Poradzę sobie sama! Bez twoich głupich komentarzy i porad. Chociaż raz byś pomógł, choć raz! Widzę, że nie można na tobie polegać, nigdy nie można było!
Marek zamarł. Trzymał się dalej za policzek. Chciał coś jeszcze powiedzieć, ale nie dał rady, a ja wyszłam na zewnątrz. Usłyszałam jeszcze jak Tomek mówi coś do Marka i biegnie za mną.
-Oli! Zaczekaj!- Wołał za mną.
-Czego! Dajcie mi spokój!
-Daj się odprowadzić! Jest pierwsza w nocy, nie pójdziesz sama!
-Tak a po drodze będziesz mnie męczył pytaniami!
-A, czego się spodziewasz? Nie mogę cię tak po prostu zostawić!
-A, za kogo ty się masz? Drugi najlepszy przyjaciel?
-Nie! Jak do dzisiaj-byłem twoją miłością!!
Zatrzymałam się i patrzyłam na niego. Jak to? Kiedy? Ale wszystko do siebie pasowało. Jego stosunek do mnie, wygląd i teksty Marka!
-Nie pamiętasz?- Zapytał. Wiedział, jaką dostanie odpowiedź. Uśmiechnął się i ruszył w drugą stronę.
-Tomek! Teraz ty zaczekaj.
Biegłam za nim, musiałam przecież to wyjaśnić.
-Posłuchaj! Tylko chwilę!
-Tak.
-Chodź ze mną.- Powiedziałam z zadyszką w głosie i wyciągnęłam dłoń.
-Po co? Przecież to nie ma sensu.
-Skoro cię kochałam, to chociaż odrobina tej miłości gdzieś we mnie jest! Muszę ją odnaleźć, ale nie dam razy bez ciebie!- Po tych słowach, oczy zaświeciły się mu jak dwa promyki, promyki nadziei. Złapał mnie za dłoń i poszliśmy przed siebie. A konkretnie do parku, gdzie zawsze chodziłam, gdy byłam mała, kiedy przyjeżdżała babcia.
Usiadłam na pniu ściętego drzewa a on naprzeciw mnie. Długo milczeliśmy, czekając na swoje wzajemne odpowiedzi. Po chwili nie wytrzymałam i zaczęłam:
-Jak się poznaliśmy?
-Wiedziałem, że o to zapytasz.- Po dłuższej chwili dokończył.- Bardzo ciekawie i niespotykanie. Jechałem na rowerze a ty wyszłaś w tym samym czasie za zakrętu. Wpadliśmy na siebie. Byłaś okropnie zła, zresztą się nie dziwię. Ja też byłem zły, bo spieszyłem się do szpitala. Ale wstałem, pozbierałem siebie i ciebie i przeprosiłem, bo przed oczami stanęłaś mi poturbowana i zraniona. Cieszyłem się, że tak to się skończyło. Wykrzykiwałaś na mnie jeszcze kilka niemiłych komentarzy i poszłaś.
-A gdzie happy end?
-Właśnie zmierzam. Na jednej z “markowych” imprez się poznaliśmy. Oczywiście my już się znaliśmy. Po kilku kolejnych zbliżyliśmy się do siebie bardziej. Zaczęliśmy się spotykać już w innej formie i to jak dalsza kolej rzeczy, zapytałem się czy chcesz być dla mnie kimś więcej?
-A ja się zgodziłam?
-Hymmm...nie.
-Nie?- Zdziwiłam się, dlaczego nie chciałam się z nim związać ?
-Życie nie jest takie proste. Tobie podobał się inny.
-Ale jak to przecież mówiłeś...
-Nic nie mówiłem. Powiedziałem tylko, że się do siebie zbliżyliśmy. Pośpieszyłem się i wystraszyłem cię.
-Skoro nie ty mi się podobałeś to kto? Wiesz?
-Wiem, wszyscy wiedzą. Ale to dziwne, że ja mam przypominać twoje uczucia. Nie potrafię!
-Zrozum, ja naprawdę nic nie pamiętam. Co miałabym z udawania?
-Zwrócenie na siebie uwagi?
-Daj spokój, przecież wiesz, że nie jestem taka! Wiesz?
-Wiem.
-Powiesz mi, kim był ten chłopak?
-Marek.
-Jaki Marek?
-Ten sam Marek, twój najlepszy przyjaciel!
-Co! Nigdy w to nie uwierzę!-Wykrzyknęłam.- Nigdy mi się nawet nie podobał!
-Widocznie zmieniłaś gusta. Zresztą ty jemu się zawsze podobałaś!
-Ja Markowi? Oszalałeś.
-Wszyscy zawsze mówili, dlaczego wy nie jesteście razem!
-Ha...dobre, to nie możliwe.
-Na moje pytanie odpowiedziałaś: Może kiedyś, gdy stracę pamięć!
-Naprawdę tak powiedziałam!
-Tak to był żart, wiem ale teraz naprawdę staje się rzeczywistością!
-A co było dalej. Przecież nie byłam z Markiem?
-Nie wy już ze sobą nie byliście. Trwało to jakieś dwa lata, zaraz po jego związku z...
-Poczwarą Tamarą.
-Tak z Tamarą. Przyszedł do ciebie się wypłakać, bo go zostawiła, a ty go przygarnęłaś do swojego serca.
-Po śmierci cioci byłam rozbita.
-Tak też mówiłaś. Przypominasz sobie?
-Nie całkiem... mów dalej.
-Byłaś nim jakoś strasznie omamiona. Nie potrafiłaś spojrzeć na nikogo innego. Wpadł ci bardzo mocno do serca. Kilka dni po tym jak padło moje pytanie, zadzwoniłaś do mych drzwi. Zdziwiłem się, że cię tak szybko zobaczyłem. Wpadłaś mi do sypialni i płakałaś. Mówiłaś o takich różnych, strasznych rzeczach, że aż się bałem.
-O, czym ci mówiłam? Powiedz to bardzo ważne!
-Że śnisz codziennie o jakimś mężczyźnie. Początkowo byłem zazdrosny, ale później powiedziałaś resztę. Że to nie są miłe sny, ukazuje ci się również jakaś dziewczynka i że to o nią chodzi. Nigdy nie powiedziałaś mi całej prawdy. Tyle wiem. Czasami przychodziłaś pokiereszowana, bałem się, że to twój ojciec, ale on przecież wyjechał. Oskarżałem Marka, ale on zawsze miał alibi, zresztą ty go zawsze broniłaś.
Zaczerwieniłam się i zadumałam, w swych myślach. Straciłam całkowicie orientację. Czułam się jakby ktoś wywiózł mnie w środku nocy gdzieś daleko na inną planetę. Wszyscy mnie znają, ale ja nikogo.
-Tomek powiedz mi co się wydarzyło dzisiaj. Dlaczego uciekłam do piwnicy?
-Po jakimś czasie, zaczęłaś mówić, że widzisz w rzeczywistości tego mężczyznę. Nie we snach. Jest na ulicy, w sklepie, w pokoju. Nie potrafiłaś normalnie żyć, cierpiałaś, zaczęłaś pić. Na tej imprezie złapałaś butelkę i nie mogłaś się oderwać. Piłaś swoje łzy, bo równocześnie leciały z wódką. Chciałem ci pomóc, tak bardzo, ale ty żyłaś w swoim świecie. Zamknięta. Nie chciałaś mnie już wpuścić! To bolało. Wszyscy to zauważyli i nie wiedzieli dlaczego. Twoja mama chciała cię posłać do lekarza, ale ty reagowałaś na te słowo jeszcze gorzej. Bała się, że te napady powróciły. Kiedy zabrałem ci butelkę, zaczęłaś kląć na mnie i szarpać się ze mną. Byłaś kompletnie rozbita, nie byłaś sobą. Wyrwałaś się z moich ramion i uciekłaś. W tym tłumie trudno było cię odnaleźć. Szukałem, chociaż inni mówili żeby cię zostawić w spokoju. W końcu zobaczyłem, że drzwi do piwnicy są uchylone, więc wszedłem do środka. Leżałaś na podłodze, jak poturbowana. Myślałem, że ktoś ci zrobił krzywdę, chciałem go zabić. Podbiegłem do ciebie, a ty zaczęłaś się budzić. Miałaś tak wystraszoną minę. Siedziałaś skulona pod ścianą, jak malutki króliczek. Zadawałem sobie pytanie, co się z tobą stało!
-Dziwne, przeskoczyłam kolejne dni i miesiące mojego życia. -Myślałam. -Czy kiedykolwiek to się zatrzyma?
-Pamiętasz, co się tam wtedy stało?- Zapytał Tomek i wytarł kolejne łzy spływające po mojej twarzy.
-Zaczęłam szlochem- Przytul mnie! Tak bardzo tego potrzebuję. Naprawdę, może za chwilę ciebie już nie będzie, a jesteś jedyną bliską mi osobą.
-Już dobrze, dlaczego ma mnie nie być. Jestem tutaj cały czas. Nie zostawię cię, jak do tej pory ciebie nie zostawiłem!
-Czuję się taka rozbita wiesz? Jakbym nie miała bariery odpornościowej. Nie czuje się bezpiecznie. Żyję sekundą, każdą minutą. Ale ty zawsze zostaniesz w mojej pamięci. Czuję to! Wtedy przeskoczyłam w przyszłość, zresztą jak któryś raz z rzędu.
-Przeskoczyłaś w przyszłość?
-Wiem dziwnie to brzmi, ale inaczej tego nie potrafię nazwać.- Opowiedziałam mu wszystko po kolei. Nie obchodziło mnie to czy jest moim wrogiem czy nie, czułam, że mnie zrozumie. Ten ciężar, tajemnicy wisiał na duszy, już zbyt długi czas.- Przeskoczyłam znów w przyszłość, do tej piwnicy. Widziałam tego mężczyznę, jak zbliżał się do mnie i chciał mi zrobić znów krzywdę, jak tej dziewczynce. Kiedy otworzyłam oczy stałeś tam ty! Nie wiem, co się stało wcześniej, byłam przecież w innym czasie. Nie wiem, co mnie skłoniło, że poszłam taa...
-Oli?! Co ci jest!- Wykrzyknął Tomek i podbiegł do mnie. Traciłam znow przytomność.
Nie widziałam nic. Czułam się tak jakbym pomalutku zasypiała, ale wszystko dokładnie słyszałam. Wołanie Tomka, bicie własnego serca, bzyczenie nadlatującej muchy. Tomek złapał mnie i zaczął trząść w górę i w dół, lecz to nic nie dawało. Podobno miałam przekręcone gałki oczne i leciała mi krew z nosa. On myślał, że umieram! Zaczął nade mną płakać. Już chciał dzwonić po pogotowie, gdy ja ni stąd ni zowąd „powróciłam” do życia. Bolałam mnie ogromnie głowa i trzęsłam się z zimna. Kiedy otworzyłam oczy Tomek leżał mi na kolanach i ściskał z całych sił powtarzając:
-Dziękuję, Boże dziękuję ci!
-Czego?
-Kochanie...ty mnie kiedyś zabijesz! Co się stało myślałem, że masz napad padaczki czy czegoś?
-Nie mam padaczki.
-Wiem, ale to okropnie wyglądało!
-Przeskoczyłam, ale tylko na chwilę coś mnie przywróciło tutaj z powrotem! Twój głos!
-Dzięki Bogu. Nic ci nie jest? Boli cię coś?
-Głowa i to bardzo mocno. I strasznie tu zimno.
-Chodź pójdziemy do mnie. Chyba, że chcesz do ciebie?
-Nie, wole do ciebie. Nie mam jakoś ochoty wracać teraz do domu. Prowadź, bo ja nie pamiętam gdzie to było...
-A tak, już... tędy...- Wskazał na dróżkę obok starej Topoli, która wydawała mi się bardzo znajoma.- Chodźmy.
Przez połowę drogi milczeliśmy. To znaczy on, bo ja w myślach bardzo głośno rozważałam wszystkie aspekty. Przypominałam sobie to, gdzie przeniosłam się i co tam robiłam, wiedziałam, że będę musieć mu o tym opowiedzieć. W drugiej połowie drogi zobaczyłam nasz samochód i Klarę za kierownicą. Wyglądała tak samo, jak zawsze była uśmiechnięta jak nigdy i śpiewała. Nie zauważyła nas jechała w stronę centrum. Tomek spojrzał w tę samą stronę, co ja i uśmiechnął się:
-Szczęśliwa, co nie?- Powiedział.
-Na to wygląda.
-„Na to wygląda”? Co to znaczy? Twoja siostra wychodzi za mąż a ty masz tylko tyle do powiedzenia?
-Yyy...za mąż? Kiedy?
-A...ty nie pamiętasz.... Za parę miesięcy. Dopiero się zaręczyli.
-A z kim? Bo to chyba najważniejsze.
-Z jakimś kolegą z pracy...nie wiem dokładnie.
-Rozumiem w końcu to moja siostra.
-Przestań! Po prostu muszę przyzwyczaić się do nowej sytuacji.
-Przepraszam...
-Nie musisz.
-Daleko jeszcze?
-Nie jeszcze dwa domy. Naprawdę nie pamiętasz gdzie mieszkam?
-Nie.
-A pamiętas...
-Gdzie mieszkam? Tak wyobraź sobie, że tak! Mówiłam ci, że nie pamiętam tylko wątku związanego z tobą!
-Aha...to mnie pocieszyłaś!
-Jaki ty jesteś samolubny...
-Ja? To wszystko się wokół ciebie kręci. Całe to zamieszanie. Jeśli nie zauważyłaś!
-Nie chciałbyś być na moim miejscu! Wierz mi!
-Wiem, ale po prostu nie potrafię tego pojąć.
-Ja też.
-To tu.- Wskazał na małą willę otoczoną wspaniałymi drzewami. Trawnik równo skoszony, mały placyk przed drzwiami.
-A...ty tutaj mieszkasz?
-Tak, wcześniej zareagowałaś tak samo.
-Kim ty jesteś synem prezydenta?
-Nie bez przesady. Moi rodzice pracują w biurach, ale to nie ciekawy temat. No chodź. Nie bój się.
Przeszłam przez bramę lekko stąpając po chodniczku, który wyglądał jakby ze złota. Mogłam się domyślić, że to będzie niezwykły dom, skoro znajduje się tak daleko, na uboczu. Przy drzwiach przywitała nas gromadka ratlerków, czarnych jak smoła.
-Jakie urocze.
-To mamy. Zawsze je uwielbiała.
-A rodzice są w domu? Bo ja taka nie ubrana i w ogóle pewno brudna...
-Daj spokój, na pewno nie ma nikogo. Wracają zawsze w nocy. |
|
|
|
 |
Arbuza
Zaglądacz

Wiek: 17 Dołączyła: 23 Mar 2009 Posty: 72
|
Wysłany: 2009-05-06, 20:58
|
|
|
Na samym wstępie przepraszam Cię, że dopiero teraz to komentuję...
Jak zwykle - mam garść spostrzeżeń. Na początku co mi się nie podoba, żeby zwięźle to powiedzieć, a potem osłodzić należnymi komplementami
Przede wszystkim chciałabym Cię zapytać - wszystkie te części pisałaś przed publikacją ich tutaj, nie poprawiając potem, prawda? Tak sądzę, ponieważ wciąż pojawiają się te same błędy. Pracuj głównie nad zapisem - kolejność wyrazów w zdaniu, interpunkcja. Wbrew pozorom znak zapytania czy też drobny przecinek mogą mieć spore znaczenie. Mam wrażenie, że tworzysz zapis historii w taki sposób, jakbyś ją opowiadała - zwykle objawia się to w taki sposób, że zjadasz pytajniki...
No dobra. To teraz co mi się podoba. Na wielki plus zasługuje cały pomysł na tę opowieść. Poza tym ładnie go przedstawiłaś - dodajesz kolejne fakty, piętrzą się pytania, a Ty nie zdradzasz czytelnikowi, co tak naprawdę jest grane. I to jest świetne, w powieściach właśnie lubię to, że zagadka goni zagadkę, pojawiają się kolejne wydarzenia, a autor i tak całe rozwiązanie podsuwa czytelnikowi na ostatnie chwile deseru - czyli wszystko się okazuje na bliskich końcowi kartach powieści.
Myślę, że jak popracujesz nad budową zdań, będzie znacznie lepiej. Pisz dalej, trening czyni mistrza, jak powiadają.
To oczywiście tylko moje zdanie, więc nie gniewaj się za moje marudzenie w pierwszej części posta... Tylko sformułowałam swoje spostrzeżenia Pozdrawiam serdecznie
PS Mogę liczyć na kolejne części? |
|
|
|
 |
Łza
Nowicjusz
Dołączyła: 30 Kwi 2009 Posty: 5
|
Wysłany: 2009-05-08, 22:23
|
|
|
|
|
|
|
 |
Oli
Nowicjusz
Wiek: 19 Dołączyła: 13 Kwi 2009 Posty: 14
|
Wysłany: 2009-05-08, 22:26
|
|
|
| Myślę, że w najbliższym czasie pojawią się tu kolejne części;]. Cieszę się bardzo, ale to bardzo mocno, że fabuła ci się podoba, bo to najważniejsze. Popracuję trochę nad kolejnymi częściami i zamieszczę je. Mam nadzieję, że będzie jak najmniej błędów. Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam.;] |
|
|
|
 |
Oli
Nowicjusz
Wiek: 19 Dołączyła: 13 Kwi 2009 Posty: 14
|
Wysłany: 2009-05-25, 19:46
|
|
|
Po dłuższej chwili, ale zawsze. Z pozdrowieniami dla wszystkich;]
F. Słuchaj, szeptu, wiatru, słów, nut, mgły i smutku. To nic nie kosztuje, a tak wiele daje. Kiedyś ktoś podarował mi radość, ona zmieniła całe moje życie. Wciąż myślałam, że ją będę miała, ale tak nie było. Po czasie znikła i pozostawiła po sobie dziurę...którą trzeba było jak najszybciej załatać. Lecz niczego nie znalazłam, co mogłoby się nadawać. Szukałam na siłę, przyjaźni, nałogu, ale nic nie mogło się z tym równać. Nic, zupełnie nic. A dziura coraz bardziej się rozszerzała. Dusiła mnie od środka i przechodziła coraz wyżej i wyżej, do mózgu, do myśli, aby mnie zabić. Tak budzi się depresja, żal i smutek, bo kiedy człowiek nie ma szczęścia umiera.
Potrafię latać! Naprawdę mogę ty też możesz. Tylko musisz rzucić się w przepaść z wysokiej góry. Lecieć swobodnie w dół i nie zapierać się. Po prostu lecieć i lecieć dotykać powietrza, które staje się coraz zimniejsze. Przyspieszasz i przekręcasz się w różne strony. Aż w końcu dotykasz ziemi, całujesz ją od spodu i zbierasz się by wrócić do domu. Potrafisz odnaleźć drogę?
-Usiądź proszę.- Powiedział Tomek wskazując na brązowy fotel w jego pokoju.
-Dziękuję -powiedziałam.- To niesamowite, że my jesteśmy razem prawda?
-Hy...dla mnie nie.
-No tak, bo ty tu żyjesz.
-A ty nie?
-No ja bym tutaj dopiero żyła. Nie dawno sobie to uświadomiłam.
-No tak...to dopiero jest dziwne.
-Wiem, nie chciałam żeby tak było, ktoś wybrał mnie, właśnie mnie, żebym mu pomogła! To jest niesamowite. Chociaż, czasami sama się boję.
Nastąpiła cisza i słychać było jeszcze w oddali echo: ję, ję. Tomek stał przy oknie. Wpatrywał się w przestrzeń i myślał o czymś bardzo mocno, bo aż na szyi drgała mu żyła. Od chwili, w piwnicy nie miałam czasu przemyśleć wszystkiego, co dotąd się wydarzyło. Musiałam przyzwyczaić się do warunków panujących tutaj.
-Jesteś smutny?!- Wyszeptałam.- Coś się stało?
Tomek oderwał się od pustego punktu w oknie i odwrócił głowę w moją stronę. Popatrzał się na mnie z takim żalem i rozpaczą, jaką jeszcze nigdy w życiu nie widziałam.
-Nie. Nic się nie stało.- Odpowiedział nie zmieniając spojrzenia.- Zamyśliłem się.
-Może chcesz pobyć sam pójdę sobie gdzieś ind...
-Nie! To znaczy możesz tu zostać ile chcesz.
-A, co powiedzą twoi rodzice zastając mnie w twoim pokoju. Oni pewnie mnie znają, ale czy uznają?
-Moja mama wręcz cię ubóstwia. Każdą wolną chwilę spędzała z tobą zamiast ze mną. Śmiała się, że jestem zazdrosny o ciebie. Tacie zawsze było obojętne, z kim się spotykam, spotykałem czy będę spotykał.
-Co ja odpowiem twojej mamie na jakiekolwiek pytanie. Przecież ja nic nie pamiętam. Zresztą nie wiem jak długo tu zostanę.
-W jakim sensie?
-No może znowu się przeniosę, albo coś innego.
-Nie możesz tego jakoś opanować?
-Niby jak, przecież to samo skądś przychodzi i odchodzi.
-Posłuchaj...- Powiedział Tomek podchodząc i kucając obok mych nóg, poczym złapał mnie za ręce.- Nie chcę cię znowu stracić! Nie mogę. Wiem, że ty do mnie nic nie czujesz. Zapewne nie to, co ja, ale daj szanse może coś się z tego narodzi.
-Znowu? A kiedy mnie straciłeś?
-Kiedyś przyszłaś do mnie na halloween, taki miał być śmieszny wieczór we dwoje. Marek chciał się na nas odegrać. Wziął ze sobą jakąś nową zdobycz i powiedział jej, że jestem na nią napalony i w ogóle. Ona w to uwierzyła i przez cały wieczór puszczała do mnie oczka i dziwnie się patrzyła na mnie. W końcu dorwała mnie w kuchni, zaczęła wygadywać, że ja się też jej podobam i takie tam. W tym samym czasie Marek zaczął rozmowę o zdradzie i jakimś jego koledze, który ciągle zdradza swoją dziewczynę. Ty nie mogłaś już tego znieść i poszłaś do kuchni się napić. W tej samej chwili ona się rzuciła na mnie. Ja ją odpychałem, ale ona coraz bardziej napierała. Kiedy weszłaś odskoczyła i nic więcej już nie mogłem powiedzieć. Pytałem Marka, po co ją przyprowadził, ale on mówił tylko o tym jak mogłem ci to zrobić i przytulał cię wciąż. Zero kontaktu z tobą przez dwa długie miesiące. W trzecim udało mi się jakoś wszystko wytłumaczyć.
Patrzał na mnie i uśmiechał się.
-Miałaś takie same błyszczące oczy, kiedy cię przepraszałem. Kiedy cię przytuliłem czułem bicie twojego serca, tak mocno waliło. Byłem po raz pierwszy pewny twoich uczuć. Wiedziałem, że mnie kochasz.
-Jesteś niesamowity.
-Dlaczego?
-Tak bardzo potrafisz kogoś pokochać. Zapominasz o wszystkim i troszczysz się o ukochaną osobę. Wiesz z tych opowiadań o mnie, nie przypominam siebie. Jestem całkiem inna.
-Może z perspektywy innych osób wyglądamy inaczej?
-Może. Czy tobie też tak ciepło się zrobiło?
-Nie. Otworzyć okno.
-Nie, ale to dziwne, bo tak nagle mi ciepło i duszno. Dotknij mojego czoła.
-Zimne.
-Właśnie a czuję się jakbym miała gorączkę. To chyba się zaczyna.
-Nie proszę. Zostań.
-Ja tu będę, zobaczysz. Nic nie widzę, tylko mgłę...
Coraz bardziej nachodzącą na źrenice. Zaczęłam dusić się tak jak u Nasti, brakowało mi powietrza i czułam jak opadam na oparcie fotela. Czułam jeszcze ciepłą rękę Tomka, który trzymał mnie raz za nią, a raz za głowę leżącą już na oparciu. Poczułam zapach kwiatów, tak mocny jakbym trzymała je zaraz przy nozdrzach. Przesunęłam jeden po drugim, po policzku i rzuciłam w powietrze. Leciały tak bezwładnie unoszone przez wiatr, nie rozpadały się po prostu leciały. Słońce ogrzewało mi twarz a wiatr delikatnie ochładzał, szłam po grząskiej ziemi i czułam jak trawa ociera mi miękko nogi. Otworzyłam zamknięte oko i zobaczyłam łzę na policzku Tomka, przerażenie w oczach. Zacisnęłam mocno dłoń na jego ręce a on złapał mnie obiema.
Zboże już było dojrzałe, a drzewa pełne owoców. Ptaki szybowały z rozłożonymi skrzydłami a chmury przesuwały się jedna po drugiej. Nawet księżyc można było dojrzeć w oddali już taki malutki i biały. Leżałam na zimnej i mokrej ziemi. Było grząsko jak po deszczu. Miałam na sobie przewiewną sukienkę w kwiaty i słomiany kapelusz, który odlatywał pchany przez wiatr. Czułam zapach ziemi, po chwili zerwałam się do góry, jakby wyrwana ze snu. Usiadłam i rozejrzałam się, nie było nikogo. Zdążyłam jeszcze złapać kapelusz i nałożyć go na głowę. Obok mnie leżała szmaciana lalka- Beti, nazwałam ją tak po ulubionej aktorce z serialu. Umorusana była z ziemi, zresztą jak ja. Otrzepałam ją i pobiegłam przez wysoką trawę. Kiedy znalazłam się na polanie złapałam Beti za obie rączki i zaczęłam się kręcić wokół własnej osi krzycząc:
-Trzymaj się Beti, widzisz jak wiruje świat.
Później zatrzymałam się i o mało nie przewróciłam, bo zakręciło mi się w głowie. Lalce nic nie było zazdrościłam jej, wisiała w dół trzymana przeze mnie i czekała, aż ruszę.
-Idziemy na deser Beti? -Zapytałam byłam już bardzo głodna a było już zapewne południe. Pobiegłam dróżką do domu. Od progu czuć było pieczone naleśniki i gotowane konfitury. Ściągnęłam klapki i podreptałam do kuchni. Przy piecu stała mama i śpiewała wraz z radiem.
-Mamo?
-A... kochanie gdzie byłaś?
-Bawiłam się z Beti na łące. Trochę nam zeszło.
-No, że też ona z tobą wytrzymuje.
-Musi! A kiedy będę mogła, to znaczy będziemy mogły coś zjeść?
-Zaraz będą gotowe ziemniaki a kotlety już się pieką.
-A ja myślałam, że naleśniki.
-Kochanie teraz obiad, jest trzynasta. A zresztą skąd pomysł na naleśniki?
-No czułam już od progu. Myślałam, że babcia gotuje.
-Oli babcia źle się czuje, śpi na górze.
-A co się stało?
-Nic strasznego po prostu źle się poczuła. Na razie daj jej spokój później do niej zajrzysz. Dobrze?
-Dobrze.- Odpowiedziałam. Nie wierzyłam mamie, która udawała spokojną. Niektóre fale w jej głosie drżały przez zdenerwowanie, czułam że coś się dzieje. Posadziłam lakę na krześle i poszłam na górę, tłumacząc że idę się przebrać. Istotnie zrobiłam to, ale nie tylko po to szłam na górę. Chciałam zobaczyć jak babcia się ma, czy czegoś nie potrzebuje. Wchodząc po schodach zobaczyłam coś błyszczącego. Wzięłam to do ręki, był to kamień, szmaragdowy brylant. Gdzieś już go widziałam. Przyjrzałam się mu jeszcze przez chwilę poczym włożyłam go do kieszeni. Gdy już się przebrałam podeszłam pod babcine drzwi, były uchylone. Włożyłam głowę do środka i spojrzałam w stronę łóżka. Babcia miała zamknięte oczy, miałam nadzieję że mnie nie usłyszy. Weszłam do środka i podeszłam do stolika nocnego, leżała tam książka „Szczęście nadziei”. Moja ulubiona, napisana już bardzo dawno, ale wciąż na czasie. Babcia czytała ją zawsze, gdy była chora lub gdy po prostu źle się czuła. Książka była o pomocy drugiemu człowiekowi, o nadziei jak sam tytuł mówił. Mocno stawiała na nogi wszystkich tych, którzy mieli problemy. Kiedy kładłam książkę na stoliku, nagle poczułam muśnięcie mojej dłoni. Odskoczyłam i popatrzałam na łóżko babcia miała otwarte oczy.
-Babciu, ale mnie przestraszyłaś!- Powiedziałam.
-A ty myślisz, że mnie nie wystraszyłaś?
-Wiem przepraszam.
-Budzę się a tu ktoś stoi.
-Dobrze się czujesz? Przynieść ci coś?
-Nie żabciu, wszystko mam brakowało mi ciebie do kolekcji, ale już jesteś.
-Wyczułam to, mama mówiła żebym tu nie przychodziła dopóki nie będziesz się lepiej czuć. A ja przyszłam.
-A głupoty opowiada. Ty jesteś moją muzą. Bez ciebie ani rusz.
-Naprawdę? Ja? Jak u Leonarda?
-Nawet bardziej. Jesteś najlepszym natchnieniem na świecie. Pełna słodyczy, zapału, miłości i wyobraźni. Wiesz, że to twój rysopis. Jak się zgubisz to tak podam policji.
-Ta, bo oni mnie znajdą.
-Trudno nie będzie znaleźć takiej, bo jesteś jedyną.
-A Klara. Nie ma nic takiego w sobie?
-Klara ma inny dar. Każdy z nas ma jakiś dar, który musimy sami odnaleźć albo ktoś nam w tym pomoże.
-To jaki ma. Wiesz?
-Wiem.
-A powiesz?
-Jak mi powiesz, co widziałaś na łące.
-Nie pamiętam. To było jak sen..a skąd wiesz Babciu że byłam na łące?
-Nie trudno było to przewidzieć, zawsze tam siedzisz.
-Byłam w pokoju, bardzo starym pokoju, śmierdziało tam stęchlizną i rupieciami. Wszędzie było mnóstwo kurzu i starych mebli. Wyszłam z szafy, to dziwne. Szłam przed siebie i nie oglądałam się na boki ani do tyłu, tylko wciąż do przodu. Aż doszłam do lustra, wielkiego ze złotymi obwodami. Zobaczyłam tam swoje odbicie. Byłam taka sama jak teraz i w tych samych ubraniach, w których byłam rano. Patrzałam tak przez chwilę, tańczyłam, ale w pewnych momencie poczułam lęk i strach...
-Spokojnie mów dalej.- Ponaglała mnie babcia, bo głos załamywał mi się i zaczynałam się bać.
-Za mną staną mężczyzna. Starszy, w wieku taty. Był bardzo poważny i zaciskał dłonie, jedną o drugą. Chciałam uciec, ale nie potrafiłam, jakby jakaś lina trzymała nas zespolonych razem. Po chwili on zrobił taki przeraźliwi uśmieszek, jakiego nigdy w życiu nie widziałam. Zaczął się do mnie zbliżać i dotykać. Zacisnęłam powieki i już go nie było. Tylko w jego miejscu leżał...
-Co leżało. Powiedz dziecko.
Sięgnęłam po brylant.
-To! To leżało.
-Skąd to masz?
-Leżał na schodach. Babciu, czym jest ten kamień?
Babcia opuściła głowę i zadumała się.
-Dostałam go od swojej ciotki. Była złą kobietą. Znała różne zaklęcia. Legenda głosi, że zamieniła swojego męża w kamień. Miał to być zwykły kamień, ale ten mężczyzna był nieskazitelnie dobry i miłosierny, że zamiast kamienia powstał brylant, szmaragdowy brylant.
-To człowiek!- Wykrzyknęłam i rzuciłam go na pościel.
-Spokojnie to tylko legenda, w którą trudno uwierzyć. Musiał mi upaść, kiedy szłam do góry. A co było później.
-Nic obudziłam się. Odpowiesz na moje pytanie?
-Dobrze odpowiem. Klara ma otwarty umysł.
-Co to znaczy?
-Ma wielką wiedzę i łatwo nabywa następną.
-To dziwne jest.
-Dlaczego?
-Nie słyszałam, żeby kiedykolwiek któraś z moich koleżanek mówiła, że ma jakiś dar.
-Cii...pamiętasz umowę? Nasz pakt.
-Tak pamiętam, mam o tym nikomu nie mówić.
-Właśnie, bo dar działa tylko wtedy, kiedy sami go odkryjemy lub ktoś nam pomoże.
-A jeśli powiemy o nim komuś innemu na przykład mamie, przestanie działać?
-Nie, jeśli go będziesz używać. Jeśli inni się dowiedzą, jaki masz dar mogą być zazdrośni i wymagać od ciebie czegoś więcej.
-Będą chcieli mi go odebrać?
-W pewnym sensie tak.
-A ty babciu, jaki masz dar?
-Jeszcze nie wiesz?
-Nie. Nie potrafię go odnaleźć.
-Potrafię ci...dać wiele miłości.
-To nie jest dar.
-Dlaczego?
-Bo jest przyziemny.
-Miłość nie jest przyziemna. Nie każdy potrafi kochać.
-Wiem! Wiem, już wiem jaki masz dar.
-No mów.
-Potrafisz ćawydiwerzp.
-Powiedzmy. Widzę, że się uczysz.
-Jesteś najlepszą nauczycielką. A co się stanie później, będzie tak samo dobrze, jak jest.
-Kochanie, czego ty ode mnie wymagasz. Wyrocznia. Myślę, że będzie dobrze, chodź parę razy będzie z górki, ale dasz sobie radę. Będę zawsze przy tobie.
Zapach fiołków. Tak to był zapach fiołków. Taki słodki i czysty. Było ich całe mnóstwo. A później ciemność i narastająca jasność. Kiedy otworzyłam oczy poczułam powiew wiatru i coś leżącego na mnie. Podniosłam się i zobaczyłam Tomka. Leżał na moim brzuchu, przeniósł się ze mną? Zaczęłam szturchać go i wołać. Po chwili ocknął się i zaczął wstawać.
-Gdzie ja...my jesteśmy?
-Na polanie?- Powiedziałam pytając, bo sama nie wiedziałam gdzie się znajdujemy. Rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam wszędzie kwiaty i trawę, tysiące pagórków i ani jednego domu.- Przenieśliśmy się razem! Rozumiesz razem.
-O kurcze to ja już wiem jak to jest.
-No nie do końca, jak zaczniesz nie poznawać swojego domu to pogadamy.
-Skąd wiesz ile minęło?
-Po tym jak wyglądam. A jak ja wyglądam?
-O kurcze. Masz siwe włosy! Żartuję!
-To nie jest śmieszne. Ty wyglądasz tak samo chyba nie wiele minęło.
-Cieszę się, że jesteśmy razem.
-Wiesz ja też. W końcu mam się, do kogo odezwać. Coraz bardziej cię lubię.
-O kurcze a na czym to się skończy?
-Ha ha.- Musimy znaleźć jakąś cywilizację. Chyba nie jesteśmy w czasach, kiedy już nie ma ludzi!
-Miejmy nadzieję. Możemy zacząć tworzyć rasę ludzką.
-Przestań sobie robić żarty. Chodź!- Powiedziałam i ruszyliśmy przed siebie.- Mam pytanie.
-Tak.
-Widziałeś coś podczas transportacji albo czułeś coś? Czy to był zwykły sen?
-Jakie naukowe nazwy.
-W końcu trzeba to nazwać.
-Nie jestem pewien. Wyglądało jak sen. Szedłem ulicą, długą ulicą. Po każdej stronie były takie same domy. Nie wiem, dokąd szedłem. Bez celu. Po chwili nadjechał samochód a mężczyzna prowadzący go zapytał mnie o drogę. Nie wiedziałem gdzie jestem, więc mu nie potrafiłem pomóc. Zaproponował mi podwózkę. I się obudziłem.
-Aha...
-A to coś ważnego?
-Nie wiem. To był zwykły sen.
-A ty widziałaś coś?
-Zawsze coś widzę. Tunel tak jakbym przez niego przechodziła. Na końcu zwęża się i mam wrażenie, że nie przecisnę się. Później albo światłość albo ciemność. I wracam do szarej rzeczywistości.
-Moja babcia opowiadała mi kiedyś o dziewczynce, która odnalazła okno czasowe i przenosiła się w czasie.
-To tylko bajka. Ja nie odnalazłam, żadnego okna. Jak już to ono mnie odnalazło?
-Może nie wiesz o tym nawet. W jakiś sposób je otworzyłaś?
-Dostałam książkę od cioci trzy lata temu. Cieszyłam się, bo kocham książki. Ale to nie była zwykła książka rozmawiała ze mną.
-Książka?
-Tak pisała na bieżąco, co chciała. Dawała mi znaki. Wszystko wyglądało normalnie. Poszłam do szkoły a po szkole postanowiłam odnaleźć dom, który zobaczyłam w książce. Był na ulicy nie daleko szkoły. Kiedy się tam znalazłam nie było domu o takim numerze. Usiadłam na chodniku i zastanawiałam się, o co chodzi. Po chwili przyjechała Klara i dowiedziałam się, że minął rok ciocia nie żyje, Marek chodzi z tą poczwarą i takie tam.
-Myślisz, że wtedy to się zaczęło?
-Tak. Może trochę wcześniej. Patrz!- Wskazałam prawą ręką na mały punkcik na horyzoncie.
-No, co to jest?
-Nie wiem może jakiś dom, chata?
-To biegnijmy.
Pobiegliśmy, ale dom był bardzo daleko. Kiedy doszliśmy do niego już zmierzchało. Był to mały dom na początku lasu. Zapukałam do drzwi. Po chwili zaczęły się otwierać.
-Słucham.- Odpowiedział tęgi mężczyzna, z brodą.
-Przepraszam zgubiliśmy się. –Odpowiedziałam z rozgoryczeniem w głosie. Nie wiemy gdzie jesteśmy. Może nam pan pomóc?
-Zgubiliście się? A co tu w ogóle robiliście?
-Okno czaso...- Zaczął Tomek, ale w porę szturchnęłam go i dokończyłam.
-Przyjechaliśmy na biwak i trochę się zapuściliśmy. Wszystko tu wygląda tak samo.
-Mówicie tak jakbyście przez puszczę szli. A tu zwykłe łąki. Ach te dzieciaki. Wystarczy, że pójdziecie prosto przez las, tą ścieżką- wskazał na dróżkę wysypaną żwirem- i dojdziecie do głównej drogi. Jakieś półgodziny i będziecie w centrum.
-Dziękujemy bardzo.- Odpowiedział Tomek. –Chodź Oli.
-Już idę. Dobranoc.
-Pośpieszcie się, bo już prawie noc, a w lesie wcale nie jest miło.
Pokiwałam głową i dorównałam Tomkowi.
-Co za typ. Centrum. Ale czego?
-Nie wiem, jakbym zapytała to by w ogóle nas wyśmiał i zamknął drzwi przed nosem.
-Trzymajmy się blisko siebie, bo już ciemno. Jakoś damy radę.
Las z pozoru wyglądał na krótki, jakieś dwadzieścia minut drogi. Niestety im dalej w las tym więcej drzew. Jeszcze przez chwilę słońce przedzierało się przez korony drzew. Szliśmy blisko siebie, milcząc. Nie wiedziałam czy zacząć rozmowę czy dalej milczeć. Byłam tak bardzo zmęczona, nie pamiętałam już, kiedy ostatni raz spałam calutką noc. Tomek wyglądał na zdenerwowanego znów, myślał o czymś intensywnie, bo żyłka na jego czole pulsowała delikatnie.
-Boisz się?- Zapytałam po dłuższej chwili.
-Czego?
-Ciemności?
-Nie. A ty.
-Tak. Gdy byłam mała nie bałam się. Od kiedy babcia umarła za każdym razem, kiedy gasło światło, serce zaczynało mi przyspieszać. Później oswoiłam się już i się nie bałam, strach powrócił wraz z tym.
-Boisz się śmierci? Jeśli nie chcesz to nie odpowiadaj.
-Nie martw się mogę odpowiedzieć. Kiedyś na samo to słowo bardzo się bałam. Kiedy umarła babcia przestałam. Wiesz, dlaczego?
-Powiedz.
-Bo wiem, że wrócę do niej. Ona mnie zawsze odnajdzie. Powiedziała, że zawsze będzie przy mnie i teraz też tutaj jest. Kiedyś powiedziała, że jestem jej muzą, wiesz. Byłam najszczęśliwszą osobą na ziemi. Wiesz, dlaczego?
-Nie mam pojęcia.
-Bo ja zawsze chciałam być w centrum uwagi. Babcia zawsze mówiła mi, że daleko zajdę, że jestem niezwykła. Czułam się wyjątkowo, nieskazitelnie.
-Czułaś się? A teraz nie?
-Kiedy odeszła cząstka mnie odeszła z nią. Ta, która mnie mobilizowała i wspierała. Przestało mi się chcieć do czegoś dążyć i mieć cel. Miałam depresję, takie małe dziecko. Nikt o tym nie wiedział, chociaż siedziałam całymi dniami zamknięta w pokoju i czytałam książki. Omijałam pokój babci z daleka i nie chodziłam na cmentarz. Na pogrzebie stałam prawie, że pod płotem. Bo nie wierzyłam, że ona umarła, że jej już nie zobaczę. Nie wierzyłam, do czasu, kiedy weszłam do jej pokoju i jej nie było. Tylko puste łóżko.
-A teraz? Minęło tyle lat a ty wciąż na nią czekasz??
-Myślisz, że jestem głupia?
-Nie to ty powiedziałaś. Wiesz? Zanim przeniosłaś się byłaś inna. Nie rozmawialiśmy o twojej babci. To był temat tabu. Kiedy ktoś wspominał o niej albo mówił źle o swojej to wychodziłaś z pokoju, albo kłóciłaś się z nim.
-Od kilku lat jestem otwarta na te tematy. Naprawdę. Nauczyłam się z tym żyć.-A ty. Nic o tobie nie wiem. Wciąż o mnie rozmawiamy.
-Ja? Nic ciekawego. Jestem nudny.
-Daj spokój musi być w tobie coś, skoro zwróciłam na ciebie uwagę.
-Kiedyś mi powiedziałaś- śmiałem się z tego długi czas-że mam dar.
-Powiedziałam jaki?
-Potrafię kochać, obdarzać ludzi miłością.
-Naprawdę? Tak powiedziałam?
-Tak. To coś oznacza? Oli...
-Ta...ak- odpowiedziałam drżącym głosem połykając łzy.- Bardzo dużo znaczy, nawet bardzo, bardzo dużo. Ja ciebie naprawdę kochałam. Tak bardzo jak babcię. Dlaczego tego nie pamiętam? Szukałam kogoś, kogo będę mogła tak samo pokochać a on zastąpi tą pustą dziurę we mnie.
-Oli...ja ciebie nadal kocham. Tak samo mocno. Nigdy nie przestanę, nigdy! Niektórzy mówili mi, że zwariowałaś, ale ja nie wierzyłem. Broniłem ciebie różnymi wymówkami, że źle się czujesz i takie tam. Nigdy bym w to nie uwierzył, a nawet, jeśli tak by się stało nie zostawiłbym cię...co to za miłość jeśli opuszcza się osobę która jest potrzebna jak powietrze? Bez której żaden z procesów życiowych się nie odbędzie? Żadna, taka na pokaz- jak twoja i Marka, nieprawdaż?
-Nie wiem. Nigdy go nie kochałam. Zapewne to było zwykłe zauroczenie. Cieszę się, że szybko minęło. Najwidoczniej spadłeś mi z nieba.
-Z roweru. Jeśli tak twierdzisz. Ty przypłynęłaś do mnie w łódce po głębokiej wodzie.
-Czaruś.
-Może troszeczkę.
-Potrafisz mnie rozweselić a to trudne.
-Cieszę się.
-A ja się cieszę, że cię poznałam i przepraszam za to, co się stało tam w piwnicy i przed domem Marka. Nie wiedziałam, co się dzieje.
-Rozumiem. Nie wracajmy do tego.
-Dobrze. Jest coraz ciemniej. Boje się, że się zgubimy.
-Idziemy wciąż prosto nie da rady się zgubić.
-A jeśli się przenieśliśmy? I nawet o tym nie wiemy?
-A da się tak?
-Nie wiem. Wszystkiego się można spodziewać.
-Możemy się zatrzymać, jeśli chcesz? Odpocząć, nie spałaś już jakiś czas.
-Wiem, ale...
-Chodź tam jest jakaś skała, może będzie wejście.
-A jak będą tam zwierzęta?
-To nas zjedzą. Nie będzie zobaczysz.
Wlewam swoją duszę w ciebie. Wiesz jak to robię? Zbliżam się do ciebie i po prostu promieniuję a ty przyciągasz to jak magnes. Jesteśmy pokrewnymi duszami, jeśli nie byłoby tak nie wchłonąłbyś ni odrobiny ze mnie. Kiedy wtulam się w ciebie czuję ciepło, które wchłaniam a ty stajesz się zimny. Potrafimy się uzupełniać. Czy ktoś oprócz nas może tak? Potrafią odejść od ukochanej osoby dla drugiej równie mocno kochanej? A opuszczona osoba nie żywi do niej urazy? Poświęcenie to dar, nie posiada go każdy. Musisz go w sobie odnaleźć to nie jest trudne. Pokochaj i bądź kochanym.
Kiedy zeszliśmy z trasy poczułam niepokój. Wiedziałam, że źle robimy, chociaż w jaskini nie było nikogo i niczego. Rozłożyliśmy się po dwóch stronach i przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Patrzałam na niego i starałam się przypomnieć, chociaż chwilę ze wspólnego dnia, albo godziny. Nic jakby nigdy nie istniał, lecz czułam, że jest mi bliski. Jak chłopak ze snu. Śnił mi się kiedyś, chociaż nigdy go nie widziałam a był mi taki znajomy. Po chwili nastał ogromny chłód, który szybko ogarnął jaskinię. Po kwadransie rozpoczęła się burza. Grzmiało i błyskało. Nastała pełna noc. Na szczęście Tomek zdążył wcześniej nazbierać trochę chrustu i rozpalić ognisko. Lecz nadal było zimno a wiatr wiał coraz mocniej. Znaleźliśmy jakąś korę nie daleko jaskini i zatkaliśmy nią wejście. Od razu zrobiło się ciszej i odrobinę cieplej. Przeszłam na stronę Tomka, po czym zaczęłam się zbliżać do niego. Popatrzał na mnie, uśmiechnął się i rozłożył ręce. Wtuliłam się w niego jak w mięciutkiego misia, był taki cieplutki i dobry. Czułam się tak bardzo bezpiecznie jak kiedyś- bardzo dawno. Po dłuższej chwili poczułam delikatny powiew powietrza na moich włosach, wydychany przez niego, jak klatka piersiowa dźwiga się i opada a serce bije równo, delikatnie- zasnął. Usłyszałam jeszcze tylko cichy szmer jakby wołanie...o..o...budź się. |
|
|
|
 |
Arbuza
Zaglądacz

Wiek: 17 Dołączyła: 23 Mar 2009 Posty: 72
|
Wysłany: 2009-06-17, 17:13
|
|
|
Jak w poprzednich częściach, pomysł kolejnych wydarzeń bardzo dobry.
Niestety, jak też było wcześniej, pojawiły się usterki interpunkcyjne.
| Cytat: | -Wiem! Wiem, już wiem jaki masz dar.
-No mów.
-Potrafisz ćawydiwerzp. |
Cóż to jest "ćawydiwerzp"?
Jeśli poprawisz to i owo, może wyjść z tego naprawdę interesujące opowiadanie
Pozdrawiam cieplutko |
|
|
|
 |
|
|
Suknie Slubne
|
|
|