Badź piękna tego dnia. Suknie Ślubne dla Ciebie na ten wyjątkowy dzień
|
Smutne, smutniejsze, najsmutniejsze. |
| Autor |
Wiadomość |
B.P.
Życie jest piękne...


Wiek: 36 Dołączyła: 23 Wrz 2005 Posty: 750
|
Wysłany: 2005-10-08, 14:37 Smutne, smutniejsze, najsmutniejsze.
|
|
|
Były już książki, które nas rozśmieszały, teraz przyszedł czas na książki które nas zasmuciły .
To moja lista na początek:
N.Sparks: Jesienna miłośc.
N.Sparks: Pamiętnik.
E.E.Schmitt: Oskar i pani Róża.
K.Januszewska: Dolina motyli.
Pozdrawiam. |
|
|
|
 |
Reklama
|
|
 |
AnnMarie
Czytelnik

Wiek: 22 Dołączyła: 03 Paź 2005 Posty: 161 Skąd: Bydgoszcz/Poznań
|
Wysłany: 2005-10-08, 16:54
|
|
|
Dwie książki, które na prawdę mnie wzruszyły:
"Chłopcy z Placu Broni"
"Rilla ze Złotego Brzegu" |
|
|
|
 |
Lady J.


Wiek: 24 Dołączyła: 10 Lip 2005 Posty: 376 Skąd: Poznań
|
Wysłany: 2005-10-09, 18:48
|
|
|
| AnnMarie napisał/a: | | "Rilla ze Złotego Brzegu" |
Płakałam jak bóbr, kiedy syn Ani nie powrócił z wojny... |
|
|
|
 |
AnnMarie
Czytelnik

Wiek: 22 Dołączyła: 03 Paź 2005 Posty: 161 Skąd: Bydgoszcz/Poznań
|
Wysłany: 2005-10-10, 20:57
|
|
|
| Lady J. napisał/a: | | AnnMarie napisał/a: | | "Rilla ze Złotego Brzegu" |
Płakałam jak bóbr, kiedy syn Ani nie powrócił z wojny... |
A dokładnie jak czytałam jego list kończący się słowami "a zatem życzę dobrej nocy" |
|
|
|
 |
mf
Czytelnik

Wiek: 29 Dołączył: 29 Cze 2005 Posty: 128 Skąd: małopolskie
|
Wysłany: 2005-10-11, 09:07
|
|
|
| Bambi? |
|
|
|
 |
eli
Stały czytelnik

Wiek: 28 Dołączyła: 22 Wrz 2005 Posty: 284 Skąd: Warszawa
|
Wysłany: 2005-10-11, 09:22
|
|
|
Ojej
Bambi i Dumbo - to były dwie najsmutniejsze książki mojego dzieciństwa, jak mama mi je czytała to płakałam jak bóbr |
|
|
|
 |
Falka
Duża, zła wiewiórka


Wiek: 26 Dołączyła: 18 Wrz 2005 Posty: 420 Skąd: Londyn
|
Wysłany: 2005-10-11, 11:49
|
|
|
| Oj tak, bambi byl strasznie smutny... A Dumbo mi się nie podobal ;0 |
|
|
|
 |
mario_1970 [Usunięty]
|
Wysłany: 2005-10-11, 20:07 Smutne, smutniejsze, najsmutniejsze.
|
|
|
Najsmutniejszą książką mojego dzieciństwa było ,,Serce" E. Amicisa.
Natomiast spośród tych przeczytanych później to m. in:
,,Poczwarka" Terakowskiej
,,Zaklinacz koni"
,,Germinal" Zoli
,,Oskar i pani Róża" Schmitta |
|
|
|
 |
B.P.
Życie jest piękne...


Wiek: 36 Dołączyła: 23 Wrz 2005 Posty: 750
|
Wysłany: 2005-10-11, 21:21
|
|
|
Rzeczywiście przy SERCU też się popłakałam i jeszcze przy książce BIAŁY BIM CZARNE UCHO niestety nie pamiętam autora.
Pozdrawiam. |
|
|
|
 |
AnnMarie
Czytelnik

Wiek: 22 Dołączyła: 03 Paź 2005 Posty: 161 Skąd: Bydgoszcz/Poznań
|
Wysłany: 2005-10-12, 17:56
|
|
|
| Mnie też wzruszyło "Serce". No i "Król Lew" też... |
|
|
|
 |
Nani [Usunięty]
|
Wysłany: 2005-10-12, 23:42
|
|
|
| Pamiętam, że wruszyłam się bardzo na Jesiennej Miłości, Pamiętniku i Nędznikach. W szzcególności to ostatnie wycisnęło ze mnie masę łez. |
|
|
|
 |
Sam
mieszka w szafie ;)

Wiek: 21 Dołączyła: 14 Paź 2005 Posty: 525 Skąd: Poznań
|
Wysłany: 2005-10-30, 12:47
|
|
|
Mój Kary A. Sewell
Chłopcy z Placu Broni F. Molnar
Rilla ze Złotego Brzegu L.M. Montgomery
Antygona Sofokles
Barbara Brylska w najtrudniejszej roli B. Rybałtowska
Chata wuja Toma H. E. Stowe
Cierpienia młodego Wertera J. W. Goethe
Dzieje Tristana i Izoldy J. Bedier
Fotoplastykon K. Siesicka
Janko Muzykant H. Sienkiewicz
Kamienie na szaniec A. Kamiński
Król Edyp Sofokles
Łysek z pokłady Idy G. Morcinek
My, dzieci z dworca ZOO
Niemcy L. Kruczkowski
PS. Kocham Cię B. Conklin
Prawda czy wyzwanie A. Thor
Słony pies F. Knorre
O psie, który jeździł koleją nie pamiętam autora
Uciekinier S. King |
|
|
|
 |
czebulka
Stały czytelnik

Wiek: 20 Dołączyła: 14 Paź 2005 Posty: 271 Skąd: Lubin
|
Wysłany: 2005-10-30, 16:27
|
|
|
kamienie na szaniec
chlopcy z placu broni
janko muzykant
krol lew(choc to nie książka)
chata wuja toma (jeszcze jej nie skonczylam)
narazie tylko te sobie przypominam |
|
|
|
 |
Hellrond
Stały czytelnik

Wiek: 24 Dołączył: 19 Sie 2005 Posty: 279 Skąd: Dąbrowa Górnicza
|
Wysłany: 2005-10-30, 17:00
|
|
|
Książkę przy której uroniłem łzę pamiętam zaledwie jedną i to też jakby przez mgłę. Mianowicie w którejś książce z serii "Tomków" A. Szklarskiego (bodajże "Tomek na Tropach Yeti") był fragment, gdy ... chwila znajde ten fragment i przytocze - sam jestem ciekaw czy teraz również bym się wzruszył...
Ok już mam. Fragment ten pochodzi jednak z książki "Tajemnicza wyprawa Tomka" i dla lepszego zobrazowania przytocze dosyć długi fragment - chyba nikt nie będzie miał mi za złe.
"- Niech pan się nie oburza na swego młodego towarzysza. Dla Polaków Bajkał jest swego rodzaju narodową pamiątką - naraz odezwał się inżynier Krasucki.
- A to dlaczego ? - z głupia frant zapytał bosman.
- Kilkadziesiąt lat temu grupa polskich więźniów wznieciła powstanie nad brzegami tego jeziora. Na tak desperacki krok nigdy nie zdobyli się zesłańcy innych narodowości. Toteż każdy Polak, przebywając w pobliżu Bajkału, choćby w myślach wspomina bohaterów pogrzebanych w tajdze pod Miszychą i tych zabitych w Irkucku!
- Toś pan także Polak? Jakie to licho skłoniło cię do zamieszkania na Syberii? - bezceremonialnie indagował rubaszny bosman.
- Najpierw przebywałem tu szereg lat jako zesłaniec. Potem, po ukończeniu w Petersburgu studiów inżynieryjnych, przybyłem tutaj w poszukiwaniu lepszego zarobku. Na Syberii spędziłem już niemal czterdzieści lat.
- Czy pan stale pracuje przy budowach linii kolejowych? - zagadnął Tomek.
- A jakże! - przytaknął inżynier. - Ubzdurałem sobie, że dzięki budowie kolei zsyłki stają się nieco lżejsze dla naszych rodaków.
- Nie ulega wątpliwości, że rozumowanie pana nie jest pozbawione pewnych podstaw - wtrącił Smuga. - Czyżby pan tutaj przebywał podczas polskiego powstania nad Bajkałem?
- Nie, na Zabajkalu znalazłem się kilka lat później, lecz mimo to jeszcze wtedy często się tu wspominało tragedię Polaków.
- W takim razie wiele musiał pan się nasłuchać ciekawych szczegółów o tym powstaniu - zauważył bosman.
- Dla Polaków to raczej bolesne historie, proszę pana - odparł Krasucki.
- Pan Brol od wielu lat odbywa z nami wyprawy łowieckie - pośpiesznie wyjaśnił Smuga. - Chociaż jest Niemcem, sympatyzuje z Polakami. Mówi nawet nieźle po polsku.
- Ha, skoro tak, to przestańmy wykręcać sobie języki ruszczyzną - zaproponował Krasucki.
- Masz pan rację - zawtórował bosman. - Sotnik Tucholski już pewno kima w najlepsze ze swoimi Kozakami, bo chunchuzi w łykach nie mogą dać drapaka z pędzącego pociągu. Pogadajmy więc o tym i owym. Ciekaw jestem, kto zaplanował powstanie nad Bajkałem?
- Trudno powiedzieć, kto pierwszy rzucił myśl zbiorowej ucieczki z Sybiru - odpowiedział Krasucki. - Przecież prawie wszyscy polscy zesłańcy zawsze pragnęli odzyskać wolność, naśladując śmiałą ucieczkę Beniowskiego. Po powstaniu styczniowym wśród zesłanych Polaków znajdowało się wielu studentów, artystów, byłych oficerów i dzielnych rzemieślników warszawskiego proletariatu, wziętych do niewoli wprost z pola bitwy. Nawet jeszcze podczas wędrówki na Sybir w uszach ich brzmiał szczęk oręża. Każda iskra mogła spowodować wybuch...
- W pewnych kołach projekt zbiorowej ucieczki z Syberii przypisywano Jarosławowi Dąbrowskiemu, późniejszemu generałowi Komuny Paryskiej - zauważył Smuga.
- Kto wie, może i tak było - potwierdził Krasucki. - Właśnie w roku tysiąc osiemset sześćdziesiątym czwartym znajdował się w moskiewskim więzieniu Kałamażnyj Dwór. Wtedy też mówiło się o tym, aby w jednym ustalonym dniu wszystkie partie zesłańców, rozrzucone na długim szlaku od Warszawy po Ural, rozbroiły swe konwoje i gromadnie powracały na ziemie polskie tam, gdzie jeszcze trwały walki powstańcze. Dąbrowski z pomocą polskich i rosyjskich rewolucjonistów zdołał zbiec z łaźni więziennej. Wtedy niektórzy Polacy zaczęli układać znacznie śmielsze plany. Na przykład uwięziony w Krasnojarsku Paweł Lewandowski, były naczelnik powstańczej żandarmerii w Warszawie, zamierzał wraz z rosyjskim rewolucjonistą Mikołajem Serno-Sołowiewiczem wzniecić rewolucję demokratyczną w Rosji, a nawet oderwać od niej Syberię, która miała stanowić samodzielne państwo - Swobodosławię .
- To były naprawdę śmiałe plany - zdumiał się Tomek.
- Niestety, władze rosyjskie przechwyciły nici spisku - ciągnął Krasucki. - Sołowiewicz został nagle wywieziony i zmarł w drodze do Jakucka, zabierając do grobu tajemnicę wspólnie z Polakami przygotowywanej rewolucji.
Polacy nie zarzucili planów ucieczki. Teraz głównym ogniskiem spisku stał się Irkuck, gdzie podczas zimowego natłoku w więzieniach zmarło ponad stu więźniów. Rej wodził tam Narcyz Celiński, były uczestnik powstania w tysiąc osiemset czterdziestym ósmym roku w Księstwie Poznańskim i w Galicji, a potem kapitan sztabowy inżynierii na Kaukazie oraz powstaniec tysiąc osiemset sześćdziesiątego trzeciego roku. Jego plan zbrojnej ucieczki odrzucał porozumienie z rewolucjonistami rosyjskimi.
Władze, powiadomione o wrzeniu wśród polskich zesłańców, postanowiły wywieźć bardziej niespokojnych do budowy drogi krugobajkalskiej, wytyczonej wzdłuż południowego wybrzeża Bajkału. Początkowo zesłańcy z radością przyjęli ten projekt. Umożliwiał on więźniom pobyt na świeżym powietrzu oraz mógł ułatwić planowaną ucieczkę. Celiński proponował przedrzeć się znad Bajkału przez stepy kirgiskie do Buchary, gdzie w owym czasie wojska rosyjskie walczyły z tamtejszym emirem.
- Wydaje mi się, że projekt nie był niemożliwy do wykonania - wtrącił Smuga.
- Ma pan rację, plan mógł się powieść, gdyby nie zaistniały nieprzewidziane przeszkody. Otóż w końcu maja roku tysiąc osiemset sześćdziesiątego szóstego wysłano pierwszą grupę więźniów do Kułtuku na południowym cyplu jeziora, około stu kilometrów od Irkucka. Drugą, razem z Celińskim, skierowano o siedemdziesiąt kilometrów dalej do Murinu. Wtedy właśnie nieoczekiwanie nadeszła wiadomość o manifeście amnestyjnym cara, który z okazji nieudanego zamachu Karakazowa na jego życie, łagodził więźniom ciężkie kary o połowę, a mniejsze zamieniał na osiedlenie na Syberii. Władze w Irkucku wstrzymały dalsze wysyłki nad Bajkał, aby podzielić zesłańców na grupy według nowych kar. Amnestia znacznie poprawiła nastroje zesłańców, część z nich zaniechała nawet zamiaru ucieczki.
Ostatecznie około siedmiuset zesłańców wysłano do budowy drogi . Panowały tam fatalne warunki. Stałe silne prądy powietrzne nad Bajkałem powodowały częste burze. Wskutek znacznej różnicy temperatur powietrza nad jeziorem i nad lądem, z wąwozów wiały typowe bryzy, zwane tam chołodami, szczególnie odczuwane jesienią. Padały deszcze, a źle odżywiani więźniowie pracowali od piątej rano do szóstej wieczorem i musieli sami budować szałasy mieszkalne.
Do jeziora wpadało wiele rzek, oddzielonych od siebie pasmami skalistych gór, przez które trzeba się było przebijać. Dwustumetrowe skalne bloki zwisały wprost nad brzegiem. Na wiosnę, gdy woda zrywała mosty, ustawała wszelka komunikacja. Więźniowie wykuwali w skałach tunele, karczowali pnie, ścinali drzewa, kopali ziemię oraz przygotowywali materiał do budowy mostów. Czuli się przy tym całkowicie oderwani od cywilizowanego świata. Wprawdzie wolno im było raz na kwartał pisać listy do rodzin, lecz z domów prawie nie otrzymywali korespondencji.
W poszczególnych grupach zesłańców, rozmieszczonych wzdłuż linii wybrzeża, trwała ostra agitacja za ucieczką. Gustaw Szramowicz głosił, że mają do wyboru albo “zdechnąć jak bydło przy ciężkiej pracy”, albo uwolnić się, a w razie niepowodzenia zginąć z honorem, walcząc o swą wolność z bronią w ręku. Niestety, wśród zesłańców nie było jednomyślności. Znaleźli się nawet zdrajcy. Wówczas Celiński, upatrzony na wodza powstania ze względu na swą przeszłość bojową, nie chcąc zaprzepaścić okazji, rzucił w Murinie rozkaz rozpoczęcia walki. Stało się to na początku lipca, w nocy z piątku na sobotę.
W kilku miejscowościach usłuchano rozkazu. Szramowicz w Listwiennej oraz Arcimowicz w Kułtuku rozbroili straże. Ruszyli wzdłuż Bajkału, aby się połączyć z Celińskim. Jako straż przednią wysłali Leopolda Eljaszewicza na czele osiemdziesięciu kawalerzy sto w. Jego adiutantem był Edward Wroński, gimnazista z Wrocławia, który naprawdę nazywał się Skonieczny. Eljaszewicz w drodze do Miszychy napotkał dowódcę straży wojskowej, pułkownika Czerniajewa, i inżyniera Szaca, kierownika robót. Wziął obydwóch do niewoli. W zamian za skonfiskowane rządowe pieniądze dał im kwit z podpisem: Syberyjski Legion Wolnych Polaków, ujawniając tym samym nazwę polskiej organizacji wojskowej.
Eljaszewicz połączył się z naczelnym wodzem, Celińskim, ten zaś, nie mogąc zbyt długo czekać na nadejście Szramowicza z piechotą, polecił mu natychmiast zająć Posolsk. Eljaszewicz natknął się na rosyjski oddział dowodzony przez porucznika Kerna. Paru powstańców padło w starciu, kilkunastu dostało się do niewoli. Eljaszewicz, zaskoczony przybyciem do Poselska majora Rika z posiłkami, cofnął się do Miszychy, dokąd teraz również dotarł Szramowicz z dwustu źle uzbrojonymi piechurami. W takich warunkach przyjęcie decydującej bitwy było bardzo niebezpieczne. Celiński radził powrócić do nie zajętego przez Rosjan Kułtuku, aby stamtąd dojść do najbliżej położonej granicy chińskiej. Plan jego został odrzucony, albowiem sądzono, że Rosjanie już obsadzili południowe brzegi jeziora. Celiński zrzekł się dowództwa, które objął Szramowicz.
Rosyjskie władze w Irkucku szybko zostały powiadomione o wybuchu powstania i energicznie mobilizowały swe siły do przeciwuderzenia. Szerząc fałszywe wieści, że zbuntowani więźniowie zamierzają wymordować tak Rosjan, jak i rdzennych mieszkańców Syberii, podburzały krajowców. Za każdego schwytanego powstańca wyznaczyły nagrodę. W ten sposób, oprócz rosyjskiego wojska, przeciwko garstce zesłanych Polaków ruszyła ludność buriacka, tunguska, mongolska i chińska. Powstańcy zostali otoczeni.
Celiński na czele małego oddziału odłączył się od głównych sił, zamierzając przekroczyć granicę chińską. Szramowicz natomiast, mając tylko stu pięćdziesięciu ludzi, przyjął decydującą bitwę pod Miszychą. Żołnierze jego po wystrzelaniu nabojów rzucali się do walki wręcz, by w końcu także ujść w tajgę. Podzieleni na małe grupy usiłowali się przedostać do Chin lub Mongolii. Zmęczeni oraz wyczerpani głodem wpadali w ręce wojska rosyjskiego lub krajowców.
- Biedacy, czyż nie zdawali sobie sprawy, że muszą przegrać nierówną walkę? - wtrącił Tomek, ciężko wzdychając...
- Co uczyniono z wziętymi do niewoli? - rzucił pytanie bosman. Krasucki zmarszczył krzaczaste brwi, jakby coś sobie przypomniał, po czym rzekł:
- Obydwaj panowie znajdziecie najlepszą odpowiedź w wierszu napisanym przez jednego z poetów ku pamięci polskich powstańców nad Bajkałem . Posłuchajcie, proszę:
Lepsza nam kula, niźli takie życie! Rzekli, powstali, rozbroili zbirów! A gdy broń mieli, to w pierwszym zachwycie |f Blysnęla ku nim ziemia leź i kirów.
Potem pustynia, skąd nie ma wychodu -Bój, gdzie szczęśliwsi giną, męki glodu -I znów dawne pęta. Sąd otwarty... Dla katów spisy żeru... Czy słyszycie? Padł strzał - i drugi - i trzeci - i czwarty!
Bosman wydobył z kieszni kraciastą chustkę. Hałaśliwie zaczął wycierać nos, Tomek natomiast odwrócił twarz do okna, kryjąc w ten sposób łzy cisnące mu się do oczu. Smuga wpił badawczy wzrok w Krasuckiego, jakby chciał przeniknąć jego najskrytsze myśli. Po dłuższej chwili milczenia nabił fajkę tytoniem i rzekł:
- Carat nieraz już stosował metodę szczucia jednych ujarzmionych narodów przeciwko drugim. Czynią to również z niemałym powodzeniem i inne państwa prowadzące zaborczą politykę. Jednak w przypadku polskich powstańców nad Bajkałem kłamstwa carskich urzędników mogły być dość szybko zdemaskowane. Przecież nieszczęśni skazańcy pragnęli jedynie odzyskać własną wolność!
- Niezawodnie ma pan rację! Nawet mieszkańcy Irkucka patrzyli na ich tragedię ze szczerym współczuciem. Podczas rozprawy sądowej wyszła na jaw haniebna rola rządu carskiego, niesłusznie obwiniającego polskich więźniów o zamiar wymordowania Rosjan na Syberii - przyznał Krasucki.
- Z wiersza wynika, że rozstrzelano czterech powstańców - wtrącił bosman. - A co stało się z resztą?
- Z siedmiu skazanych na karę śmierci ostatecznie rozstrzelano czterech przywódców: Szramowicza, Celińskiego, Reinera i Kotkowskiego. Około czterystu zasądzono na wieczną bądź długoletnią katorgę lub nadzór policyjny.
- W jaki sposób wykonano wyroki śmierci? - zapytał Tomek.
- Pamiętna egzekucja odbyła się niedaleko rzeki Angara, u podnóża dzikich gór, na przedmieściu Uszakówka. Mimo że dzień był mroźny i mglisty, za rogatką Jakucką zgromadziło się wielu mieszkańców Irkucka. Brakło tylko Polaków przebywających w mieście. Władze zabroniły im pokazywania się na ulicach przez kilka dni. Gospodarzy domów uczyniono odpowiedzialnymi za swoich lokatorów.
- A to dranie! - oburzył się bosman.
- Znalazł się jednak ktoś, kto naruszył surowy zakaz. Polak, Bolesław Olszewski, w przebraniu syberyjskiego chłopa przekradł się na plac kaźni. On właśnie później opowiedział mi, jak się to wszystko odbyło - mówił dalej inżynier. - Czterech Polaków szło na śmierć, jak przystało bohaterom. Towarzyszył im ksiądz irkucki, Polak zesłany na Sybir, Krzysztof Szwermicki. Szramo wieź widząc, że księdzu drżą dłonie, rzekł: “Ojcze, zamiast nam dodać otuchy, aby śmiało przyjąć śmierć z rąk tych niewolników caryzmu, aby im pokazać, że za wolność Polak umie umierać, ty sam upadasz i pociechy potrzebujesz, bo drży ci ręka, którą masz nas błogosławić! Bądź dobrej myśli, polski kapłanie, módl się nie za nas, ale za przyszłość Polski! Dla nas jest obojętne, czy zginiemy na własnej ziemi za jej wolność czy nas zamordują na wygnaniu! Idea, co nam w życiu przyświecała, nie zginie.”
Szramowicz pożegnał się ze współtowarzyszami niedoli. Stanął przy słupie wkopanym w ziemię. Gdy włożono mu śmiertelną koszulę, rzucił czapkę w górę i umarł z okrzykiem: Jeszcze Polska nie zginęła...
Czapka jego upadła w pobliżu rosyjskiego pułkownika. Ten odtrącił ją nogą. Wtedy z tłumu zebranego na placu rozległy się okrzyki: “Padlec!” Przy warkocie bębnów grzmiały salwy egzekucyjne...
Krasucki zamilkł wzruszony."
--------------------------------------------------------------------------------------
Teraz fragment ten nie wzbudził we mnie żadnych odczuć, zapewne z tego powodu, że gdy po raz pierwszy to czytałem miałem około 10 lat i z historią okropnego XX wieku nie miałem żadnej styczności. Obecnie fascynuje się brutalnością, perwersją, ohydnością i wszelkimi odrażającymi aspektami życia (notabene nie mającymi z słowem "życie" nic wspólnego). Czytałem, słyszałem i widziałem takie rzeczy, o których niektórzy nie wiedzą i nie chcą wiedzieć. Wydaje mi się, że niema takiej rzeczy, która wywarłaby na mnie większe wrażenie (zdaje sobie sprawę, że jest to pewna ułomność), ale w wieku wczesnego dzieciństwa byłem bezmała nieskazitelnie czysty i przedstawiona scena, naszpikowana patriotycznym patosem oraz przedstawienie heroicznego boju zesłańców o wolność mocno działała na moją dziecięcą psychikę tym samym zagnieździła się tam na stałe.
Pozdrawiam
Hellrond |
|
|
|
 |
barwinka
Czarny anioł

Wiek: 25 Dołączyła: 25 Paź 2005 Posty: 1792 Skąd: Otwock
|
Wysłany: 2005-10-30, 17:45
|
|
|
Dzięki Hellrond. Jak ja dawno nie czytałam Tomka. Ale chyba przy nim nie płakałam. Natomiast pamiętam że bardzo mnie wzruszyła książka
"Bracia Lwie Serce" Lindgren |
|
|
|
 |
|
|
|
|
|